11/08/2014

2014: Edinburgh pt III

INTRO: tutaj.   |   PART I: tutaj.   |   PART II: tutaj.

Prawdopodobnie robię się już monotonna, ale jakoś nie mogę przestać podkreślać jak bardzo zakochałam się w tym mieście. Nie starczyłoby mi palców by zliczyć jak wiele znalazłam tam „nowych, ulubionych miejsc”. Wieczorne spacery przy pięknie zachodzącym słońcu jedynie przypieczętowały moje wrażenie z rana.


Pomnik na cześć wiernego psa, który po śmierci właściciela przez długie lata odwiedzał go na cmentarzu.






Edynburski zamek w pełnej krasie.



Rose Street – centrum przemysłu turystycznego (zarobili i na nas).


A tu kolejny dowód na to, że w Edynburgu znaleźć można wszystko: ów pseudo London Eye jeszcze się tutaj w pełnej krasie zaprezentuje (uruchomili je przed naszym wyjazdem).






Malownicze wzgórza z ławeczkami są moim najnowszym trendem. Na Marcince i Zakrzówku by się takie przydały.







Pałac królewski.


W drodze na szczyt Arthur’s Seat złapał nas (w końcu!) prawdziwy brytyjski deszcz, więc musieliśmy się pożegnać z zapierającą dech w piersiach panoramą. Ale szczyt zdobyty!





Im więcej czasu mija odkąd opuściłam to miasto, tym bardziej za nim tęsknię.
Chyba nawet bardziej niż za Londynem.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)