Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emigracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emigracja. Pokaż wszystkie posty

25/10/2022

Ciemne strony emigracji

Przy okazji mojej ostatniej (emocjonalnie mocno obciążającej) wizyty w Polsce, dużo myślałam o emigracji, w szczególności o jej mniej radosnych stronach. Emigracja to z pewnością niełatwa sprawa, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku znacznie poprawia jakość twojego życia. Możesz znaleźć swoje miejsce na ziemi, zbudować nowy dom poza domem, nawet czuć się częścią lokalnej wspólnoty, ale to wcale magicznie nie sprawi, że emigracja przestanie być trudna. Bo trudność to jej naturalna składowa. Powroty do domu czy wizyty rodziny zawsze łączą się z trudnymi emocjami: wybudzają poczucie wyobcowania, straty i zmiany. Przypominają o smutniejszych konsekwencjach podjętych decyzji.

 


26/10/2021

Polaczek cebulaczek

Uwielbiam ziemniaki i cebulę – o ile ziemniak mu nie dziwny, tak ilość konsumowanej przeze mnie cebuli (szczególnie z jajecznicą na śniadanie) trochę mojego Szkota przerasta. Lubię gdy nabija się z mojego „kraju trzeciego świata”, sugerując że wychowałam się bez bieżącej wody, że mój polski dentysta używa średniowiecznych narzędzi do ekstrakcji zęba, a edukacja seksualna ograniczała się do czekania z seksem do ślubu. Lubię się wykłócać o to, kto ma większy problem z alkoholem (Polak czy Szkot) i kto lepiej klnie (zdecydowanie Polacy!). Bardzo za to nie lubię być czyimś wyznacznikiem polskości – czuję się wtedy jak największy oszust, z kompletnie nieadekwatną wiedzą i doświadczeniami. Nie cierpię czuć na sobie odpowiedzialności reprezentowania całego kraju – to nie moja bajka.  

Ale gdy już zmuszana jestem się nad tym zastanowić, to jasnym się dla mnie staje, że sama równocześnie potwierdzam i obalam wszystkie polskie stereotypy.


10/05/2021

Tożsamość narodowa

Tożsamość narodowa to dla mnie płynny koncept (jak w zasadzie każdy koncept): skonkretyzowane wyobrażenie siebie, swojej przynależności do danej grupy czy miejsca. Ile ludzi, tyle (narodowych czy nie) tożsamości.

Nie wiem czy można powiedzieć, że mam dwie tożsamości narodowe. Gdybym musiała się teraz określić, to powiedziałabym, że jestem narodowo bezdomna. Jak wielu emigrantów przede mną: nie czuję się w pełni ani Szkotką, ani Polką.

Nie jest to jednak dla mnie istotna kwestia i nigdy taką nie była. Choć z sentymentu kocham Polskę bardzo, to trudno byłoby nazwać mnie patriotką. Szczerze powiedziawszy, to ja od patriotyzmu mocno stronię. Za blisko mu do nacjonalizmu.



Choć od samego początku identyfikowałam się jako imigrantka w UK, to przez długi czas nie uważałam się za emigrantkę. Na pytanie jakie są moje plany, zawsze odpowiadałam, że nie mam planów, mimo że w mojej głowie już trzy lata temu zrodziło się przekonanie, że do Polski nie wrócę. Nie byłam pewna czy to moje miejsce i czy na pewno dam sobie tutaj radę, ale wiedziałam, że w Polsce nie ma tego wszystkiego, do czego rwie się moje serce. Dwa lata temu przyznałam się do tego przed światem i od tamtego czasu tylko się w tym przekonaniu utwierdzam: tak, to właśnie tędy biegnie moja droga.

Wyemigrowałam i jestem emigrantką.

27/10/2020

Wkurwiona

Na przestrzeni ostatnich lat, a już szczególnie na przełomie 2015 i 2016, napisałam całkiem sporo tekstów na temat bycia kobietą. Pisałam o pułapce rozmiaru S; o przymusie kobiecej delikatności; o tym jak pewne nadużywane przez nas słowa podświadomie utwierdzają naszą gorszą pozycję; o tym jak próbuje się nam dyktować co powinnyśmy nosić; o tym jak często musimy się (czasem również przed samą sobą) tłumaczyć z wyboru bycia singielką; o tym jak to kobieta kobiecie potrafi ból sprawić; o świadomości przepaści pomiędzy tym co mogę jako kobieta, a co mogłabym jako mężczyzna; o naszych problematycznych macicach i hormonach. Pisałam też o tym, co według mnie jest nie tak z feminizmem i dlaczego – mimo licznych i widocznych wad – wciąż desperacko go potrzebujemy. Generalnie tendencja jest taka, że jak już raz zaczniesz w tym grzebać, to trudno skończyć. W myśl zasady: co się zobaczyło, to już się niestety nie odzobaczy. A dowodów i przykładów na to jak kurewsko ciężko jest być kobietą jakoś wciąż jedynie przybywa. Szczególnie (choć nie tylko) w Polsce.

Na fali obecnego wkurwienia płynę sobie i ja!


[obrazek autorstwa Maytldy Damięckiej]

 

Tak, wiem, zawsze znajdą się tacy, co uznają, że nie mam prawa się wypowiadać, bo przecież wyjechałam, nie mam zamiaru wracać, i oni mi tu przecież „mózg wyprali” tą podłą, „zachodnią propagandą”. Chuja, choćbym nawet bardzo chciała, Polką nigdy być nie przestanę. Zostawiłam też w Polsce bliskich przyjaciół i całą rodzinę, a oni chcą – i kurwa mają prawo – godnie żyć. I to chociażby w ich mieniu się dziś wkurwiam.

21/08/2020

Dwujęzyczność

Po wizycie w Polsce wróciłam do Edynburga i przed porannymi zakupami przeszłam się na krótki spacer. Słońce, prujące po błękicie białe chmury, mocny letni wiatr i maciupeńka tęcza tuż przy szczycie Artura – znowu mi napłynęły łzy do oczu, bo przez dwanaście dni zdążyłam się jednak stęsknić za tą najprostszą spacerową trasą. Jak dobrze być w domu!
Mieszkam w Wielkiej Brytanii (podliczając) ponad trzy lata. To stosunkowo niewiele, ale równocześnie wystarczająco dużo, by dobrze się w tych realiach rozsmakować. Długo sama przed sobą nie chciałam przyznać, jak wielkim spełnieniem marzeń była dla mnie ta przeprowadzka. W obawie przed bolesnym zawodem, skrupulatnie kryłam to za chęcią podróżowania po całym szerokim globie. Chciałam najpierw sprawdzić czy w ogóle mogę i potrafię, zanim przyznam, że to nie o podbijanie świata, a o satysfakcjonującą asymilację na Wyspach Brytyjskich mi zawsze chodziło.

24/07/2020

Jak polubiłam swój akcent

Dziś o moim akcencie w języku angielskim, o którym pośrednio wspominałam już przy okazji odpuszczania i Londyńskich obserwacji.
Jak powszechnie wiadomo, odkąd tylko zaczęłam się angielskim poważniej interesować – a już szczególnie od czasów moich językowych studiów – marzył mi się brytyjski akcent. Najpierw ten królewski, prosto z BBC, bo to jego uczono nas na fonetyce. Potem bardzo chciałam brzmieć jak mój ukochany David Tennant. Albo James McAvoy. Albo Simon Neil. Albo James Johnston. W tej kwestii nic się zresztą nie zmieniło: szkockie akcenty, nawet te najbardziej szorstkie, wciąż niezmiennie rozpuszczają mi serducho.
Przeprowadziłam się do tej mojej wymarzonej Szkocji, poznałam kilku Szkotów z którymi się nawet zaprzyjaźniłam i, choć wciąż niezmiernie mnie cieszy, gdy ktoś zwróci mi uwagę, że „o, to zabrzmiało bardzo po szkocku”, to jakoś mi z tym szkockim akcentem przeszło. W ogóle z jakimkolwiek akcentem mi przeszło. Bo mój własny jest całkiem w porządku.
Ale nie myślcie sobie: droga do tego wniosku była długa i wyboista.

09/07/2020

29 myśli o życiu w Szkocji

Z okazji moich 29 urodzin, postanowiłam skopiować format Riennahery i zaprezentować listę moich luźnych przemyśleń związanych z życiem w Szkocji. W liczbie 29, ma się rozumieć. Co można śmiało traktować jak rozwinięcie tego tekstu. A dla planujących wycieczkę do Edynburga, polecam poczytać co Warto w Edim.

19/06/2020

Polak za granicą

Niewiele czytam prasy, okazjonalnie zaglądam tylko na BBC i The Guardian, a polskich wiadomości unikam kompletnie. Wiedzę o tym, co dzieje się w kraju (w którym nie mieszkam i do którego póki co wracać nie zamierzam) czerpię z mocno przeze mnie moderowanych social mediów, oraz od rodziny i przyjaciół. No ale czasem, szczególnie gdy coś większego się w kraju wydarzy, natknę się na nagłówek o polskich poczynaniach czy to w BBC czy w The Guardian i wtedy zawsze coś mnie w środku ściska. Znajoma niedawno zasugerowała, że ten ścisk to chyba patriotyzm. Mi bliżej do stwierdzenia, że to wstyd. Niestety.

24/04/2020

Na emigracji

Byli ludzie którzy otwarcie i gorliwie mi wyjazdu odradzali: tam wcale nie będzie lepiej, zobaczysz, to takie samo gówno jak tutaj, tylko w innym opakowaniu. Jeszcze wrócisz z płaczem. I tylko zmarnujesz najlepsze lata swojego życia. Niektórzy wciąż oczekują, że to tylko przejściowe, że wrócę, że się tym życiem na obczyźnie znudzę.
Kurwa, jak dobrze, że ja ich nigdy nie słuchałam!
Bo ta obczyzna jest teraz dla mnie po prostu domem. Moim miejscem, stworzoną od podstaw, na własnych zasadach i wyborach, bazą. Wierzcie lub nie, ale nigdzie indziej wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak czuję się tu i teraz. I to są najlepsze lata mojego życia. Na tej strasznej, groźnej obczyźnie! I to w samym środku pandemii.

13/09/2019

Plan bez planu

Dzwoni do mnie mama, opowiada o jakimś niedawnym spotkaniu rodzinnym. I ta rodzina o mnie wypytuje, ciocia i wujek chcą wiedzieć jaki mam plan na życie i moja biedna mama nie wie co ma im powiedzieć. Powiedz, zgodnie z prawdą, że nie mam planu, radzę jej grzecznie. Albo zmyśl coś, mnie tam wszystko jedno czy pomyślą o mnie jak o nieudaczniku czy kompletnym dziwaku.
No ale jaki jest twój plan kochanie?
Według babci, mam jeszcze jakieś 10 (nie więcej!) lat żeby spotkać odpowiedniego faceta i założyć rodzinę. Masz czas, dziecko, ale pomyśleć by już o tym można było – tak jakby to się od samego myślenia brało, no faktycznie! Według jednego kolegi z pracy nie powinnam pracować na recepcji dłużej niż dwa lata, bo to źle wygląda dla kariery, trzeba się przecież wspinać po drabince do góry! Czy wcześniej w ogóle zapytał o tę karierę i ewentualną chęć pięcia się do góry? Nie, bo z góry założył, że jak nie jestem kompletnym życiowym nieogarem, skończyłam jakieś studia, okazjonalnie używam mózgu i potrafię czasem wypowiedzieć się z sensem, to na pewno jakąś karierę zrobię. No bo przecież musi mi zależeć na dużych pieniądzach i dobrej pozycji, szczególnie jako imigrantowi. Komu dziś na tym nie zależy!?
Zrób karierę, zarób ten pierwszy milion, zostań człowiekiem sukcesu lub chociaż spełniającą się w domu matką! Zrób coś z tym swoim życiem, czas ci przez palce przecieka!

27/05/2019

Kraina tęczy i jednorożców

Gdy w listopadzie 2016 wyjeżdżałam z Polski po raz pierwszy, trzęsąc się ze strachu jak przysłowiowa osika, gdzieś z tyłu głowy majaczył mi wielki (choć nieśmiały) plan na życie nomada. Chciałam spróbować życia, jakie z powodzeniem prowadzili moi ówcześni przyjaciele z hostelu, a które mocno mnie wtedy fascynowało. Choć brałam pod uwagę, że życie może szybko zweryfikować moje plany (których nie śmiałam wtedy głośno nawet nazwać planami), Londyn z założenia miał być tylko pierwszym przystankiem na mojej długiej drodze doświadczania życia w anglojęzycznych krajach. 
No i owszem, Londyn był pierwszym – bardzo mi wtedy potrzebnym – krokiem, choć jak się okazuje, niekoniecznie na tej samej drodze. Bo ta droga swoim zwyczajem ewoluowała.



27/01/2019

Wstyd mi...

Jakiś czas temu podjęłam świadomą decyzję o ogólnym unikaniu wiadomości – jestem zbyt impulsywna i emocjonalna, żeby dokładać sobie niepotrzebnych zmartwień. Życie mam zresztą tylko jedno i zamierzam je przeżyć na swoich zasadach, pompując energię wyłącznie we własny mikro-świat. Z premedytacją stępiłam w sobie potrzebę malowania większego obrazka. Mój mały wycinek mi wystarcza. Zazwyczaj.
Ale, jak kiedyś słusznie napisał Orwell, nazwanie siebie niepolitycznym, jest samo w sobie oświadczeniem politycznym. Bo chcąc czy nie, żyję w takich czasach, a nie innych, i jestem częścią systemu, który od kilku dobrych lat postępująco gnije od środka (a może nawet gnił sobie od zawsze, tylko wcześniej nie byłam tego świadoma).
I choć z tego punktu dyskusja mogłaby się potoczyć w przynajmniej dwóch politycznych nurtach, ja wracam do malowania tego większego obrazka właśnie.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)