Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacje. Pokaż wszystkie posty

04/01/2024

Idiotka 2.0

Od mojego pierwszego idiotkowego tekstu minęły równe trzy lata. Jak to zwykle w życiu bywa, wydawało mi się wtedy (tzn. pisząc ten pierwszy tekst), że pozjadałam wszystkie rozumy i znalazłam w końcu ten osławiony złoty środek. Że to już jest to, eureka totalna, że po takiej lekcji to teraz już naprawdę tylko z górki. Bo przecież już WIEM i ROZUMIEM.

No kurwa, przecież to jest absolutna kwintesencja idiotkowania!


14/07/2022

Antidotum samotności

Współlokator wrócił z zabiegu w szpitalu i podzielił się smutną refleksją: trzy inne osoby obecne w sali zabiegowej, mimo takiej możliwości, nie decydują się na ułatwiający życie zabieg, bo nie mają nikogo kogo mogliby poprosić o pomoc, gdy po zabiegu będą dochodzić do siebie. Nikogo kto poświęciłby im tydzień lub dwa. Nikogo przy kim mogliby być po prostu słabi, zależni, obolali. To osoby koło pięćdziesiątki, młodsi od moich rodziców. Nie oceniam tego, że nie mają rodziny, ale przyjaciół? Życzliwych sobie ludzi? Kogoś bliskiego?

Koleżanka w pracy dzieli się ze mną swoim lękiem, bo właśnie wysłuchała w radiu audycji o tym, jak bardzo młodzi ludzie czują się odizolowani i osamotnieni. To wszystko przez media społecznościowe i telefony, mówi. Ludzie nie komunikują się tak jak dawniej, nie wychodzą. Dwa lata pandemii też nie pomogły. Czy jej dzieci też będą się tak czuły gdy pójdą do liceum i na studia? Czy można jeszcze w ogóle liczyć na poczucie bliskości i przynależności, czy samotność jest nam wszystkim po prostu pisana?

I tak pomyślałam sobie, że, no kurczę. Media społecznościowe, telefony i pandemia swoją drogą, ale czy ktokolwiek uczył nas (żebyśmy teraz mogli uczyć nasze dzieci) emocjonalnej otwartości, wrażliwości i życzliwości, które potrafią zaprowadzić do prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem? Które są antidotum samotności?

 

15/06/2022

Dorosłość jest ambiwalentna

Moim najbardziej wartościowym instagramowym odkryciem 2021 roku był profil @twojerelacje, który bardzo gorąco polecam. Sylwia, psychoterapeutka systemowa, fantastycznie i bardzo przestępnie opowiada tam o zawiłościach w relacjach międzyludzkich, bardzo dużo uwagi poświęcając emocjom, samoświadomości i dojrzałości. 

W jednym z jej pierwszych postów tego roku, przeczytałam zdanie które bardzo mocno ze mną rezonuje: „dorosłość to umiejętność znoszenia ambiwalencji”. Nie mogłabym się z tym bardziej zgodzić. Dojrzałość emocjonalna, która wynika nie tyle z przeżytych doświadczeń, co z właściwego, rozumnego przeżywania emocji (co jest możliwe do osiągnięcia niemal wyłącznie dzięki samoświadomości), bazuje na znajomości tych ambiwalencji.


30/08/2021

Razem przez piekło

[Uwaga, będą spojlery filmu Together]

 

To nie był żaden szczególny wieczór. Wróciłam do domu stosunkowo późno, za oknem było szaro i ponuro, oboje nie mieliśmy tego dnia zbyt dużych pokładów energii. Odgrzewałam nam obiad, gdy M skakał po nowościach w TV. Jak zasiadłam z jedzeniem na kanapie, M miał dla mnie propozycję nie do odrzucenia: nowiusieńki film BBC z moim ukochanym Jamesem McAvoyem w roli głównej. Ania kupiona od razu!

Już gdzieś w połowie nabrałam przekonania, że będzie to jeden z filmów, które przywołam na koniec roku, w ramach corocznych, filmowych polecajek. Ale na jakieś 10 minut przed końcem, M stanowczo oświadczył: "umówmy się, że w prawdziwym życiu jak chcesz kogoś faktycznie otruć, to jest to zdecydowany indykator, żeby się czym prędzej rozejść".



16/08/2021

Trzeba siebie polubić

Jest w życiu jedno kluczowe zadanie, którego wykonanie (szczególnie gdy kroczy w towarzystwie samoświadomości i umiejętności regulowania własnych emocji) sprawia, że życie staje się niewyobrażalnie wręcz lżejsze: trzeba siebie polubić.

Co oczywiście łatwo powiedzieć, a trudno zrobić. Są ludzie, którzy siłują się z tym całe życie, i ludzie, którym nigdy osiągnąć się tego nie udaje. Zawalczyć o siebie jednak zawsze warto. I być może brzmi to potwornie kołczowato, ale nie potrafię przywołać bardziej uniwersalnego przepisu na polepszenie jakości swojego życia. To jest podstawa do wszystkiego co w życiu wartościowe, i w żadnym stopniu nie da się tego obejść.


[fotka spod zdolnych palców dangerouspea1]

14/02/2021

Miłość to nie wszystko

Nigdy nie lubiłam Walentynek. Jedyne które wspominam dobrze, to te sprzed roku, gdy mój przyjaciel, będąc równocześnie dobrym przyjacielem dla swoich współlokatorów (którzy, jako para, chcieli spędzić walentynki we dwoje), zapytał czy mógłby się zwalić do mnie na niezobowiązujący film i pizzę, jeśli oczywiście nie mam innych planów. Pytał ze szkockiej uprzejmości, bo obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że planów nie mam. Filmu koniec końców nie obejrzeliśmy: przegadaliśmy kilka godzin ciurkiem, aż zrobiła się pierwsza w nocy. Nie bardzo pamiętam o czym dokładnie rozprawialiśmy, ale następnego dnia wstałam (o 6 rano, gdy za oknem ciemno, zimno i ponuro!) w podejrzliwie dobrym humorze. Ech, powinnam się była wtedy domyślić…

Tegoroczne Walentynki zastały nas jako parę.

Co bynajmniej nie sprawiło, że awansowały w moim świątecznym rankingu: wciąż o wiele wyżej cenię sobie Tłusty Czwartek.


[pierniczki domowej roboty nadesłał nam brat z narzeczoną]

 

04/01/2021

Idiotka

Znacie podcast Okuniewskiej pt. Moje Przyjaciółki Idiotki? Koleżanka mi go kiedyś poleciła jako coś lekkiego i zabawnego do posłuchania. I ja go sobie radośnie słuchałam, podczas gdy sama w najlepsze idiotkowałam. Udając przy tym oczywiście, że moja sytuacja jest kompletnie inna. Otóż chuja, wcale nie była. I co mądrzejsi przyjaciele nawet próbowali mi to delikatnie sugerować. Co ja, rzecz jasna, skrupulatnie puszczałam mimo uszu. Ubzdurałam sobie, że to jest to i że warto czekać.

Uwaga, spojler: to nie było to i wcale nie warto było czekać.




Niby zawsze wiedziałam, że z jednostronnych relacji trzeba się czym prędzej ewakuować (pośrednio pisałam o tym tutaj, a bardziej bezpośrednio tu i tu). Ale to oczywiście o wiele łatwiej jest powiedzieć (i wiedzieć) niż zrobić, szczególnie gdy zaślepia cię zauroczenie. Wyjątkowo łatwo przychodzi wtedy pisanie usprawiedliwień i ignorowanie głosu rozsądku. Trudno z tym walczyć czy dyskutować, nawet jak się ma duże tendencje do nadinterpretacji i analiz. Jak cię zauroczenie złapie za flaki, to łatwo nie puści, trzeba swoje odchorować. I jeśli czegoś mnie ta historia z zeszłego roku nauczyła, to właśnie tego: że czasem po prostu trzeba w życiu „poidiotkować”.

04/12/2020

Samotność w sieci

Zauważyłam dość ciekawą zależność: im szczęśliwsza jestem w swojej codzienności, tym mniejszą mam potrzebę dzielenia się życiem na platformach społecznościowych (co bynajmniej nie oznacza, że tego nie robię, bo instagramowe opowieści apdejtuję stosunkowo regularnie moimi edynburskimi i szkockimi zachwytami). Na fejsie, szczególnie w porównaniu do kilku lat wstecz, spędzam coraz mniej czasu, najczęściej rozdając lajki zdjęciom Visit Scotland i robiąc print-screeny miejsc, do których chcę niebawem dotrzeć. Sporadycznie udzielam się też w kilku fejsbukowych grupach, z których większość to albo zrzeszenia psychofanów Muse (i Biffy Clyro), albo czytelników tych samych internetowych twórców (całych dwóch).  

Na jednej takiej grupie, jak grzyby po deszczu, regularnie pojawiają się posty o samotności, o poczuciu zrezygnowania, o szukaniu bliskości (poza sferą seksu).

 

20/11/2020

Nie bój się niezręczności

Pewnego słonecznego, październikowego dnia, spacerując po plaży, z wiatrem we włosach i tęczą na horyzoncie, rozkminiałyśmy sobie z przyjaciółką życie. Obie ostatnimi czasy przeszłyśmy w życiu spore (choć zupełnie inne) rewolucje i dzieliłyśmy się nowymi, zuniwersalizowanymi wnioskami. Dużo mówiłyśmy o szeroko pojętych relacjach (z rodzicami, partnerami, przyjaciółmi i samym sobą) oraz samoświadomości. Bo człowiek to się jednak całe życie o sobie uczy, i co chwila dochodzi do nowych wniosków.

I dyskutując na temat blokad i powodów dla których ukrywamy coś nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed samym/ą sobą (czy może raczej nasza podświadomość to przed nami ukrywa), weszłyśmy na temat niezręczności. Bo czasem to ona nas blokuje. Czasem boimy się jej do tego sotopnia, że wolimy się nie odzywać wcale.

A to, oczywiście, jest na dłuższą metę bardzo krzywdzące.


06/11/2020

Inwestycje i transakcje

Mój przyjaciel uważa, że jestem potwornie cyniczna, bo kiedyś mu powiedziałam, że dla mnie każda relacja to swoistego rodzaju transakcja. Zestawienie kosztów i inwestycji. Oponował ostro, ale mojego zdania nie zmienił. I wątpię czy ktokolwiek, kiedykolwiek je zmieni. Cynizm czy pesymizm, jak zawsze rozchodzi się tu o definicję i jej rozumienie.  



Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz tak pragmatycznie o relacjach (wszelakich) pomyślałam, też w pierwszym odruchu mną wstrząsnęło, szczególnie że całe życie miałam się raczej za niepoprawną romantyczkę (stąd między innymi mój nieco żenujący, blogowy pseudonim). Transakcje? Koszty? Inwestycje? Jak można tak oschle mówić o ludzkich relacjach i uczuciach!? Ale im dłużej się nad tym zastanawiałam (a uwierzcie, ja naprawdę chorobliwie wszystko analizuję), tym bardziej przyznawałam samej sobie rację. Każda relacja jest jak transakcja, tylko waluta jest tu inna niż pieniądz.

26/06/2020

Ciągnąć to dalej czy nie?

Zaraz koło aktywności i równowagi, w biblioteczce moich ulubionych, życiowych tematów jest komunikacja, z którą wszyscy (bez żadnych wyjątków) mamy spory problem. Ostatnio na facebookowej grupie (której jestem członkiem), wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja na temat inicjowania rozmów i utrzymywania kontaktów. Ktoś zapytał co robić z tymi wszystkimi relacjami, w których to ty zawsze odzywasz się jako pierwszy/a: ciąć czy ciągnąć dalej? Kilka lat temu powiedziałabym bez wahania: nogi za pas, nie warto, ewakuuj się. To zwyczajny brak szacunku i kompletna strata czasu. Dziś śpiewam już na trochę inną nutę. Bo to jednak często trochę bardziej złożona sprawa jest.


Nikt nie lubi, gdy się trzeba o kontakt i zainteresowanie drugiej strony bez przerwy dopraszać. Nikt nie lubi być ignorowany, czy traktowany niewystarczająco poważnie, szczególnie przez ludzi, których sam uważa za wartościowych i w swoim życiu istotnych. I czasem rzeczywiście, ten ciągły brak zaangażowania i chęci inicjowania jest wskaźnikiem potrzeby ewakuacji z niefajnej sytuacji. Czasem, ale nie zawsze. Bo tych wskaźników często jest więcej niż jeden. A i one się mogą między sobą i ludźmi dość mocno różnić.

14/02/2020

Nauczyłam się być towarzyska

Zawsze mi się wydawało, że nie jestem szczególnie towarzyską osobą. Choć łączę (i zawsze łączyłam) w sobie cechy zarówno ekstra- jak i introwertyka, kontakty z ludźmi, szczególnie nowo poznanymi, nigdy nie przychodziły mi łatwo. Odmieniła to trochę – a może nawet bardzo – moja praca (niby z przypadku), wyprowadzka za granicę (do miejsca marzeń, jak się okazuje) i ogólny proces poznawania samej siebie. Bowiem z wiekiem, doświadczeniem i postępującą samoświadomością zreperowałam trochę poczucie własnej wartości i nie spinam się w towarzystwie tak jak kiedyś. Nie przejmuję się już tak chorobliwie tym, co inni o mnie myślą, bo wiem, że nie jestem „zupą pomidorową”, żeby mnie wszyscy lubili. A to konsekwentnie sprawia, że wreszcie jestem przy ludziach bardziej sobą niż kimś, kogo wydaje mi się że chcieliby widzieć. I nie tylko ja wreszcie naprawdę cieszę się przebywaniem w towarzystwie, ale i to (wyselekcjonowane) towarzystwo cieszy się mną.


Wniosek mam z tego jeden: bycia towarzyskim można się nauczyć. Nie jest to może najprostsza rzecz i jestem więcej niż pewna, że dla każdego to zupełnie inaczej wyglądający proces, ale fakt pozostaje faktem: naprawdę można się tego nauczyć.

24/01/2020

Przyjaźń

Śniło mi się ostatnio (a mi się ostatnio coraz rzadziej coś śni), że napisałam tekst na bloga o związkach i moja przyjaciółka wysmarowała pod nim wielki, wściekły komentarz, który można byłoby streścić krótkim: “chuja się znasz, więc się nie wypowiadaj”. Ot, nocny koszmarek. Słyszałam to już zresztą milion razy (i pewnie póki jestem ‘sama’, słyszeć będę w najlepsze): nie byłaś i nie jesteś w długoterminowym związku, to się nie wymądrzaj, znawco od siedmiu boleści. No okej, więc zamiast się kłócić i dowodzić, że naprawdę wcale nie staż jest tu najważniejszy, przyszłam się dziś wypowiedzieć o przyjaźni. Bo w niej staż mam. I osobiście uważam, że powinna być podwaliną każdego innego związku.

08/11/2019

Kiedy przestać?

Obejrzałam Beautiful Boy, jeden z (niewielu) filmów, który wywarł na mnie w tym roku mocne wrażenie. I o ile wdzięczna jestem, że nie mam w swoim najbliższym otoczeniu nikogo, kto boryka się z takim uzależnieniem, a świat, w którym nie potrafię cieszyć się słońcem na ławce bez udziału jakiejś używki, jest dla mnie światem zupełnie obcym, to zaczęłam się zastanawiać: jak daleko można pójść dla drugiego człowieka? Kiedy należy sobie odpuścić, powiedzieć stop, przestać? Gdzie leży granica? W którym momencie ratowanie kogoś zaczyna niszczyć ciebie?

06/09/2019

Dojrzałam do samotności

Generalnie rzecz biorąc, wszyscy wiedzą, że lubię i potrafię być sama. Co jednak, jak też podkreślałam wiele razy, niewiele ma wspólnego z samotnością samą w sobie.
Kilka lat temu nie odważyłabym się zwierzać z tego, jak wygląda moje życie romantyczne, trzymając się bezpiecznego stwierdzenia, że zwyczajnie nie istnieje (co jakoś szczególnie z prawdą się nie mija, bo nie należę do kochliwych osób, a i najwyraźniej nie rozkochuję w sobie innych). Nie żebym teraz planowała przed wami spowiedź, bynajmniej. Po prostu potrzebuję sobie pewne ważne wnioski na zimno, oficjalnie odnotować.
Za stara już jestem na byle co. Za stara i zbyt samo-świadoma.


06/05/2017

"Nie potrafię sama"

Jak już kiedyś wspomniałam: lubię i potrafię być sama.
Ale jak to? Sama? Słyszę czasem z prawa i lewa.
Niektórym w głowie się nie mieści, że można samemu iść do kina, muzeum, na wernisaż i do teatru. Że można iść samemu do restauracji, pubu i kawiarni. Że można samemu gdzieś wyjechać, na dzień, dwa, tydzień, miesiąc. Dla jednych robienie czegoś w pojedynkę jawi się jak porażka życia, dla innych jest przejawem odwagi, ale jedni i drudzy reagują mniej więcej tak samo: zdziwieniem. Bo jak to tak? Całkiem sama? Naprawdę?  
Ja bym sama nie mogła. Ja tak chyba nie potrafię.
No i fajnie: pozazdrościć tych tabunów znajomych, wyrozumiałego faceta i twojej anielskiej cierpliwości (której ciągłe przebywanie z ludźmi raczej wymaga), bo zakładam, że dysponujesz przynajmniej jednym z tej listy jeśli dziwi cię moje działanie w pojedynkę. Bez ironii, serio mówię: zazdro jak skurczybyk! A to wszechobecne zdumienie – czy to podszyte niesmakiem czy podziwem – można bardzo szybko zniwelować. Bo, drogi zdziwiony czytelniku, pomyśl nad tym chwilę i postaw się teraz w mojej sytuacji.

07/04/2017

Nie masz chłopaka!?

Na wstępie, żeby była jasność: przez zdecydowaną większość mojego życia nie odczuwam szczególnego napiętnowania z powodu bycia “bez pary”. Otaczam się raczej ludźmi, którzy nie widzą w tym nic złego (tudzież nienormalnego). Zasada jest bowiem prosta: jeśli ktoś widzi w tym problem, to wypada z mojego kręgu. Ocierałam, ocieram i pewnie zawsze będę się już jednak ocierać o ludzi, którzy w procesie poznawania mnie, dają po sobie (czasem bardzo dosadnie) poznać, że nie- bycie w związku, ba, nie posiadanie związkowej przeszłości nie jest dla nich stanem normalnym. Niektórzy gotowi byliby się kłócić, że to trzeba leczyć.

04/02/2017

You count, mate

Siedząc kiedyś przy kawie u dziadków w salonie, dziadzio zapytał mnie czy dalej jestem tak zadowolona z życia, jak często podkreślam to na blogu. Nie do końca wiedzieć czemu, nagle cała najeżona, odpowiedziałam pytaniem na pytanie: a czy kiedykolwiek gdziekolwiek napisałam inaczej? Na co dziadzio, zaskakująco spokojnym głosem odpowiedział, że bardzo się z tego cieszy, bo dzisiaj to przecież tylko jakieś 10% społeczeństwa jest w stanie powiedzieć, że cieszy się swoim życiem i robi to, co naprawdę kocha.
No i ja tak automatycznie sobie wtedy pomyślałam, że zrobię wszystko co w mojej mocy – chociażbym umrzeć próbując miała! – żeby w tych 10% na zawsze już pozostać. Ba, co więcej, żeby się tylko tymi 10% społeczeństwa otaczać. Bo pozostałe 90% ma moc przytłaczania. I tak właśnie zaczęłam się gorączkowo zastanawiać co zrobić, by w tych 10% pozostać…

01/07/2016

Sztuka odpuszczania

Mam w pokoju szafę, a w tej szafie ciuchy. Ciuchów zdecydowanie więcej niż faktycznie noszę. I przy każdym większym sprzątaniu zawsze kłócę się z mamą, która twierdzi, że wszystko czego chcę się pozbyć (oddać potrzebującym zazwyczaj) „jeszcze się przyda”. Głucha jest na moje argumenty, że jak czegoś nie włożyłam na siebie przez ostatnie dwa lata, to tym bardziej nie założę za rok. „A skąd ja to niby wiem?” No właśnie sęk w tym, że wiem.
Zastanawiam się czasem jak to możliwe, że mi wystarczyły raptem dwa lata w Krakowie, żeby przekonać się do zasadności minimalizmu (do którego i tak jest mi bardzo daleko), a mojej mamie dziesiątki lat nie pomogły nauczyć się walczyć z bzdurnym chomikowaniem.
Powiecie, że rozchodzi się o sentyment, ale to bzdura. Można być sentymentalnym i nie gromadzić wokół siebie miliona przedmiotów. Sentymenty całkiem dobrze operują w sferze wspomnień, które świetnie zapisuje dziś komputer, fotografia lub długopis na kartce papieru. Stare spodnie, w które nie wchodzisz, spódnice, których nigdy już nie założysz i przedmioty, których nigdy już nie użyjesz, tylko zagracają twoją przestrzeń, którą mógłbyś przeznaczyć na coś nowego, kto wie czy nie lepszego właśnie.
I sprawa ma się analogicznie z ludźmi i relacjami.

30/10/2015

Bycie a bywanie

Ktoś mi kiedyś (słusznie bardzo) zwrócił uwagę, że niby piszę tutaj, jaka to ze mnie aspołeczna persona, a potem lgnę do ludzi jak – nie przymierzając – ćma do ognia. No więc przyszłam sprostować. Bo jest spora różnica między przebywaniem z ludźmi, a prawdziwym dogadywaniem się z nimi. I istnieją również bardzo różne poziomy zażyłości i zrozumienia. Do których ja (stety bądź niestety?) przywiązuję dużą wagę.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)