Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka. Pokaż wszystkie posty

07/02/2020

Stones in his pockets

Miałam w swoim nastoletnim życiu to niebywałe szczęście, że moja mama pracowała (i wciąż pracuje) w wydziale kultury w moim mieście i od najmłodszych lat nauczona byłam chodzić do teatru, kina i na wystawy. Szkoda przecież, żeby się zaproszenia marnowały. Jasne, niektóre z nich były nudne, beznadziejnie lub kompletnie dla mnie niezrozumiałe, ale niektóre okazały się też mieć duży wpływ na moje życie. Wszystkie moje pierwsze, ważne i wciąż mocno wielbione filmy widziałam dzięki tarnowskiemu cyklowi Cinemarzenie (Eternal Sunshine of the Spotless Mind czy Before Sunrise) i TNF (Ogród Luizy czy Dziewczyna z Szafy), a wszystkie najważniejsze sztuki teatralne dzięki Talii (Kamienie w Kieszeniach czy Bóg Mordu). Gdyby ktoś mnie dziś zapytał za czym najbardziej tęsknię na obczyźnie (poza ludźmi oczywiście), bez wahania wymieniłabym te trzy wydarzenia.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że gdyby wizyty na wernisażach i w teatrze nie były dla mnie normą od najmłodszych lat, prawdopodobnie nigdy nie zawędrowałabym na wystawy w Krakowie czy wzięła udział w krakowskim Fotomiesiącu. Ba, nie chodziłabym dziś z przyjemnością po edynburskich muzeach, a i samego Fringe’a omijałabym szerokim łukiem.
A i moja krótka historia z zeszłego roku nigdy by się nie wydarzyła!

11/12/2015

Sztuka w Krakowie 2015

Mój plan sporadycznego „odchamiania się” wciąż trwa. Co prawda w tym roku swój wolny czas w lwiej części poświęcałam zgoła odmiennym (od sztuki) rozrywkom, ale i na nią czas się, rzecz jasna, znalazł. Standardowo pobiegałam trochę po muzeach i kinach, zaliczyłam kilka festiwali, wystaw i eventów, a nawet zawitałam w teatrze pod Wieżą Ratuszową.
Z natłoku różnorodnych wrażeń, tak jak rok temu, wybrałam te, które najbardziej zapadły mi w pamięć.   

09/06/2015

Meeow

Możecie mnie oskarżyć o stronniczość, bo osobiście znam wokalistkę tego zespołu, ale… nigdy nie ukrywałam, że mój stosunek do muzyki (szczególnie odkąd znam Muse) jest cholernie (i prawie wyłącznie) emocjonalny. Bo jak ja się w jakiś dźwiękach zakochuję, to na zabój.
Nie znam się na muzyce kompletnie (co czasem sprawia, że czuję się jak intruz na forum muse.mu), obiektywna być nie umiem (emocje zawsze biorą nade mną górę), ale tą miłością moją wielką dzielić czuję się niemalże w obowiązku. Dlatego Meeow nie może tu zabraknąć. Wszak warto napomknąć, że zrównali się w rankingu z Muse: ich na żywo też widziałam już trzy razy. I wciąż mi mało. Bo na scenie robią magię.
I stąd w ogóle to moje dzisiejsze wyznanie: bo jak coś – czy raczej ktoś – trzeci raz wyciska ci łzy szczęścia z oczu, i to te znane wyłącznie z największych koncertowych przeżyć, to po prostu wiesz, że oto wpadł kolejny materiał na muzyczną tapetę.

29/05/2015

Photomonth 2015

Moje wrażenia z zeszłorocznej edycji TUTAJ. Z warsztatów TU.

W tym roku, mój udział w Miesiącu Fotografii wkroczył na wyższy poziom: zostałam wolontariuszem i tym samym małą (ale jednak pełnoprawną) częścią zespołu ów festiwal tworzący. I z tego właśnie powodu nie mogło mnie zabraknąć na żadnej z dziewięciu głównych wystaw, które do 14 czerwca można śmiało odwiedzać. Nie, reklama nie należy do moich obowiązków, ale potraktujcie ten wpis jako zachętę do „odchamienia się”. Bo warto.

27/03/2015

Ciemne strony kultury

Wszystko to tutaj wygląda bardzo fajnie: ciekawe ekspozycje, przemawiające do mnie zdjęcia i poszerzające horyzonty koncepcje, na dodatek w oprawce fajnych, klimatycznych wystaw w moim ukochanym Krakowie. Lubię sztukę, cenię kulturę i bardzo chętnie wyciągam po nie ręce, i to jak tylko mogę najdalej. Ale ten ładny obrazek, który od jakiegoś czasu przewija się na blogu, ma też swoją drugą, ciemniejszą stronę.

09/01/2015

Akt w polskiej fotografii

tarnowskim BWA, od 8 grudnia 2014 do 25 stycznia 2015 można oglądać wystawę pt. Akty w polskiej fotografii. Jako zagorzały fotograf-amator, wystawę bardzo chciałam zobaczyć, dlatego wykorzystując wolny czas, w ramach spalającego świąteczne kalorie spaceru, zajrzałam do Pałacyku Strzeleckiego.
Wystawa jest przekrojem prac aż 79 fotografów, wykonanych na przestrzeni ostatnich 60 lat, które ukazują jak różnie postrzegane było i wciąż być postrzegane może, ciało w sztuce.  

15/12/2014

Sztuka w Krakowie 2014

Zbliża się koniec roku, a z nim liczne podsumowania, wnioski i noworoczne plany. I o ile tymi ostatnimi nie za bardzo lubię się dzielić, tak od wniosków i podsumowań nigdy nie stronię. Dlatego dziś podsumowanie mojego obcowania z Krakowską sztuką.  
Mój mały projekt „nachapania się sztuką” nie idzie wprawdzie tak dobrze jakbym chciała, ale nie mogę narzekać: w tym roku ucieszyłam (bądź też zmartwiłam) oczy całkiem pokaźną liczbą różnorodnych wystaw. Nie zawsze miałam przy sobie aparat i nie zawsze było co na nich uwieczniać, ale kilka zdjęć z pracami które wywarły na mnie wrażenie uzbierałam.

07/09/2014

Młodzi zdolni

Cudze chwalicie, a swojego nie znacie.
Prawda, nie znam. Ale po zobaczeniu wystawy prac dyplomowych młodych zdolnych (w maju), poznawać zamierzam i oficjalnie chwalić zaczynam.
Bo polskie malarstwo też jest fajne.
Zresztą co tu dużo mówić, postarałam się o dwa dowody.

24/06/2014

Przestrzenie pamięci i wyobraźni

[o Miesiącu Fotografii pisałam też tutaj]

W moim niedługim życiu (a jeszcze krótszym „stażu foto”) brałam udział w trzech warsztatach fotograficznych. Pierwsze dwa odbyły się w ramach tarnowskiego ArtFestu, trzeci w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie. Ponieważ nie wierzę w przypadki (ani w tej, ani w żadnej innej kwestii), wiem, że wszystkie trzy były mi pisane: dokładnie w tamtym momencie, tamtym miejscu i z tamtymi ludźmi. Po pierwszym zadałam sobie (arcyważne!) pytanie czym jest dla mnie fotografia. Na drugim zrozumiałam do czego to moje fotografowanie dąży (albo dążyć bardzo by chciało), a na trzecim nie tylko rozbudziłam uśpione zmysły, ale i poznałam nowe sposoby na poszukiwanie inspiracji: zarówno w otoczeniu, jak i w sobie samej.

12/06/2014

Photomonth 2014

W Krakowie właśnie dobiega końca Miesiąc Fotografii z którego aktywnie korzystałam: biegałam po wszelkich możliwych wernisażach, wystawach i spotkaniach, przekonując się (po raz kolejny!), że sztuka, kurczę blade, jest naprawdę fajna i bardzo inspirująca. Zwłaszcza, gdy samemu cierpi się na syndrom artystycznej duszy.

[Monia i ja na wernisażu Promienowania (skradzione z fanpage’a MF)]

Miesiąc Fotografii to dla mnie generalnie świetna sprawa: zdjęcia trzaskam od lat paru, więc nowych wrażeń w tej sferze jakoś nigdy nie jest mi mało. Szczególnie, gdy mobilizują i inspirują do własnych prób tworzenia czegoś odrobinę bardziej wartościowego. Podczas tegorocznej edycji, największe wrażenie wywarły na mnie dwie z głównych wystaw i jeden niewinny cytat.

08/06/2014

Rzeźby wśród drzew

Chwilę temu, w Parku Strzeleckim (gdzie teraz mieści się główna siedziba tarnowskiego BWA), pomiędzy koronami drzew, zawisły „balansujące” rzeźby Jerzego Kędziory: Bieguni. Choć na pewno warto zobaczyć je na własne oczy (wisieć będą do września, więc krótką wizytę w Tarnowie warto uwzględnić w wakacyjnych planach!), nie mogłam się powstrzymać by nie uwiecznić ich w moim obiektywie:  

07/06/2014

O kulturze i sztuce

Od jakiegoś czasu, pomiędzy moje chaotyczne myśli, zagmatwane wspomnienia i nieistotne szczegóły (tj. Pamiętnik), coraz częściej wkradają się tematy mocno związane z szeroko pojętą sztuką: im więcej łykam dostępnej mi na wyciągnięcie ręki kultury, tym więcej zdaję się mieć o niej do powiedzenia. Szczególnie, gdy mnie inspiruje. Co (przynajmniej pośrednio) łączy się z moim najnowszym odkryciem: moje nadmierne przeżywanie (które zazwyczaj występuje w roli wady) może być prawdziwą zaletą – jeśli tylko dopilnuję by jego przedmiotem było coś sensownego. A sztuka z reguły dotyka sensownie.
Z kulturą zawsze było mi mniej więcej po drodze, bo mama od lat pracuje w sferze kulturalnej Tarnowa i wciąż nie ustaje w wysiłkach, by swoje dzieci regularnie odchamiać: wizyty w kinie i teatrze zawsze były naszą alternatywną formą spędzania wolnego czasu. A mama nie tylko zaszczepiła we mnie szacunek do kultury, ale i znacznie ułatwiła do niej dostęp (dzięki Mamo!). Mając w domu źródło kulturalnych informacji z pierwszej ręki, trudno było (i wciąż jest!) cokolwiek przeoczyć.

18/04/2012

Dowód

Zrobiło mi się smutno, gdy pewna wysoko postawiona pani z żalem przyznała, że nieopłacalne jest wystawianie ambitniejszych sztuk, bo szybciej, pewniej i lepiej sprzeda się kolejna farsa niewymagająca udziały choćby najmniejszych pokładów szarych komórek.  Na farsie sala będzie pękać w szwach. Przy dramacie zawsze jakieś wolne miejsca zostaną.

[zdjęcie pobrane stąd]

12/10/2011

Teatralna farsa

Poszłam wczoraj do teatru na komedię w doborowej obsadzie. Głupszej fabuły to chyba jeszcze nie widziałam, ale śmiałam się do rozpuku. Bo choć wielkiego sensu to nie miało, to rozrywce służyło pierwszorzędnie, zwłaszcza po siedmiu godzinach na uczelni. Ale choć cała sztuka była bardzo zabawna, tylko po siarczystym KURWA MAĆ z ust Rafała Królikowskiego (którego, swoją drogą, bardzo lubię), sala zatrzęsła się od oklasków. I to był moment, gdy mój śmiech zbladł. Teatr. Wszyscy ubrani elegancko, najlepszy garnitur, żakiet, apaszka, makijaż włączenie z manicure bez zarzutu. Rozdajemy kulturalnie uprzejme uśmiechy wszystkim wokół, prowadzimy konwersacje o sztuce „na poziome”, oh, ależ my się cudownie odchamiamy! A potem klaszczemy z uznaniem, bo ktoś sobie siarczyście przeklął. Tak łatwo nas zadowolić. Tak łatwo to przewidzieć. Siedziałam koło wysoko postawionych urzędników. Pan w ciemnozielonym garniturze po mojej prawej stronie klaskał ochoczo. Ale jak by usłyszał na ulicy mnie - przeciętną młodą osobę, z torbą przewieszoną na ramieniu, słuchawkach w uszach i telefonem w ręku - jak mówię „kurwa mać”, to daje sobie głowę uciąć, że byłby gotów eksplodować z oburzenia.

10/03/2011

Young British Artists

Temat pierwszych zajęć z British Art zupełnie mnie odpychał: modern art. Nigdy takowej nie rozumiałam, nigdy za takową nie przepadałam, więc siadając we wtorkowy wieczór do zadania, byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Jednak ku mojemu zdziwieniu pośród licznych nazwisk z YBA (Young British Artists, głównie działający w latach 90tych) znalazłam takie, które mnie zaintrygowały. Wprawdzie policzyć je można na palcach jednej ręki (poniżej wymieniam całe trzy-,-), bo jednak znaczna większość współczesnych artystów była mi zupełnie obojętna, żeby nie powiedzieć, że ich „arcydzieła” uważam za bezsensownie obrzydliwe lub kontrowersyjne kompozycje (i zasadniczo mój wykładowca to potwierdził – wykształceni artyści mogą wystawić w galerii wszystko: martwego rekina, martwą owcę, czaszkę z diamentów wartą kilka milionów, roznegliżowane łóżko, szczelinę w posadzce etc, a ludzie i tak będą się w tym doszukiwać wyższej sztuki), ale grunt, że znalazłam cokolwiek. Prace, które przykuły moje oko to oczywiście fotografie. 

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)