Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciężkie jest życie blondynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciężkie jest życie blondynki. Pokaż wszystkie posty

14/02/2022

Ciężkie jest życie blondynki (13)

Wszystkie odcinki z serii do wglądu TUTAJ.

Przed wami edycja walentynkowa! 

Bo:

 

Po pierwsze:

Jedno z pierwszych, bardzo niezręcznych spotkań z chłopcem, sam na sam, rozumiecie. Pierwszy raz w życiu zanosiło się na coś intymnego. Siedzieliśmy przytuleni na łóżku i miło przez chwilę było, ale potem zjadła mnie podszyta niską samooceną trema, a że chłopiec rzucił na to bardzo głupi komentarz, to zapadła niezręczna cisza. Przesunęłam się na skraj łóżka i żeby nie siedzieć bezczynnie, postanowiłam związać sobie włosy. Zawsze w takich przypadkach zwieszam głowę między nogi i gwałtownie zarzucam wszystkie włosy do tyłu. W tym samym czasie chłopiec chyba uznał, że się załamałam i postanowił mnie objąć… dostał z czachy prosto w szczękę. Przeżył, ale nie bez bólu.

02/08/2021

Ciężkie jest życie blondynki (12)

 W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 * cz. 7 * cz. 8 * cz. 9 * cz. 10 * cz.11

 


Bo:

 

Po pierwsze:

Lato 2020 i mój cudowny lockdown (który wspominam z niesamowitym rozrzewnieniem dziś). Razem z moim ulubionym współlokatorem wybraliśmy się na moje ukochane Cramond Island, gdzie wypiliśmy kawkę i zjedliśmy zapakowane śniadanie, a potem niespiesznie ruszyliśmy w stronę domu przez Corstorphine Hill (jedno z moich ukochanych, edynburskich wzgórz). Odległości to były niemałe, więc zrobiliśmy sobie przerwę na łące. Były puste ławeczki, ale bez oparcia, więc wyciągnęłam kocyk i rozciągnęłam się na trawce. Mówię do M, że coś mi tu gównem śmierdzi. I czy może mi podać plecak, który zostawiłam przy ławce. M zbliża się z plecakiem i mówi: Ania, śmierdzi gównem, bo się w nim wyturlałaś. Nie było to najfajniejsze doświadczenie, bo uwalona psim gównem wracałam przez całe miasto. Ale ile my z tego mamy śmiechu to nasze. Jedno z najfajniejszych wspomnień zeszłego roku. Shit happens.

 

01/03/2021

Ciężkie jest życie blondynki (11)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 * cz. 7 * cz. 8 * cz. 9 * cz. 10

 


Bo:

 

Po pierwsze:

W mojej pierwszej pracy w Edynburgu, w kawiarni, wymyślono sobie otwarcie malutkiego stanowiska z kawą na najwyższym piętrze kwater głównych banku RBS (Royal Bank of Scotland). W przejściu zawieszonym nad dużą otwartą przestrzenią poniżej, gdzie do tej pory stały dwie kanapy i stolik. Jako że nauczyli mnie w kawę, toteż często mnie do tego małego stanowiska na całe dnie, samotnie, wysyłano. I tak właśnie kiedyś, porządkując z nudów blat wokół ekspresu, zrzuciłam przypadkiem całe pudełko (jakieś 200 torebek) herbat. Prosto na biurka dwa piętra niżej. Przy których, oczywiście, siedzieli pracownicy, monotonnie wklepując dane do komputerów. Zawału nikt nie dostał, deszcz torebek herbat też na szczęście nikomu krzywdy nie zrobił. Ale co się wstydu najadłam to moje.

13/11/2020

Ciężkie jest życie blondynki (10)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 * cz. 7 * cz. 8 * cz. 9 *



Bo:

 

Po pierwsze:

Mamy w pracy, za recepcją, niebieskie drzwi prowadzące do małego pomieszczenia, które robi za magazyn studenckich paczek, szatnię i tak zwaną „kanciapę”. Drzwi zatrzaskują się same, a otwierają je dwa klucze: jeden przypięty do naszego ogólnego pęczka, który nosimy przy sobie na każdej zmianie, i drugi, zapasowy, wiszący na haczyku w skrzynce. Z tym że kluczyk do skrzynki jest przypiety do ogólnego pęczka. Gdy więc pozamykam wszystko i wyjdę do toalety, nieświadomie zatrzaskując pęczęk kluczy w „kanciapie”, to pozostaję bez dostępu do czegokolwiek poza telefonem i komputerem.

Tak, dobrze myślicie, ponieważ takie sytuacje były na porządku dziennym, toteż zapasowy klucz szybko wylądował zakamuflowany w jednej z ogólnodostępnych szuflad, żeby ułatwić mi (i tym co zmuszeni byli mnie ratować) życie. Nie uchroniło mnie to jednak od nierzadkich palpitacji serca, gdy nie mogę tego naszego pęczka kluczy znaleźć, a potem się okazuje, że on cały czas był w mojej kieszeni. Albo gdy jestem przekonana, że zgubiłam gdzieś w pracy klucze do mieszkania, i szukam ich przez bite pół godziny we wszystkich możliwych pomieszczeniach, a potem się okazuje, że nigdy nie wzięłam ich z domu, bo drzwi zamknęła za mną współlokatorka.

11/09/2020

Ciężkie jest życie blondynki (9)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 * cz. 7 * cz. 8 *


Bo:

Po pierwsze:
Złapałam na koncercie w Belfaście (no dobra, brat mi złapał, bo ja mam dwie lewe ręce) wymarzone piórko: po powrocie do Polski przerobiłam je na wisiorek i po tygodniu odkryłam, że to tania tandeta i logo się zmywa. W towarzystwie Kuby wybrałam się więc po bezbarwny lakier, żeby ratować to, co z piórka zostało. Panu w sklepie grzecznie wytłumaczyłam czego szukam i oczekuję, on ze zrozumieniem pokiwał głową, po czym zaproponował dwa różne lakiery. „Ten może pani też używać do dekupażu, jest bardzo popularny” powiedział, a widząc moją nietęgą minę (ze mnie można czytać jak z książki, niestety) dodał: „wie pani co to dekupaż?” Nie miałam bladego pojęcia, ale przyznać się do tego za bardzo nie chciałam, więc biorąc na chłopski rozum, wypaliłam: „no że będę mogła odsprzedać”. Pan załamał ręce, a Kuba z rozbawieniem mi wytłumaczył co to jest dekupaż. Cóż, w mojej głowie to „de-” (jak w detoksie czy angielskim decompose) i „kup” składało się w logiczne „odkupić”. Mało to teraz nowych wyrażeń krąży po Internetach?

17/04/2020

Ciężkie jest życie blondynki (8)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 * cz. 7 *
Bo:

Po pierwsze:
Niektórzy spieszyliby nazwać mnie światową: w końcu mieszkam za granicą, od wycieczek nie stronię, a i wiele z nich organizuję od początku do końca sama: łatwo więc założyć, że orientację w terenie mam niezłą. Otóż totalnie nie. Na samotnych wycieczkach gubię się niemalże bez przerwy, ale że nie ma ze mną naocznych świadków, to zazwyczaj nikt o tym nie wie; a prawdą też jest, że częściej niż rzadziej te przypadkowe zabłądzenia okazują się najlepszą częścią wyjazdu. Trochę gorzej jak musisz gdzieś być na czas.
Nowonarodzonego syna kuzynki miałam w Warszawie odwiedzić. Dzień zaplanowałam więc sobie skrupulatnie, tak żeby mieć wystarczający zapas czasu na dojazdy (wszak Warszawa to niemałe miasto), a i trafić na moment, gdy młody nie ma akurat kilkugodzinnej drzemki. Nigdy wcześniej u kuzynki nie byłam, więc nieszczególnie się przejęłam, gdy nie mogłam zlokalizować odpowiedniego budynku. Dopiero po wizycie w trzech okolicznych sklepach nabrałam podejrzenia, że może jednak coś mi się pokręciło. Dzwonię do kuzynki, opisuję gdzie jestem, ona nieziemskim wręcz wysiłkiem próbuje mnie naprowadzić na odpowiednie tory, aż w końcu nieśmiało przebąkuje, że ja chyba gdzieś indziej jestem, bo to w ogóle nie brzmi znajomo. Okazało się, że Dzieci Warszawy pomyliłam z Dzieci Polskich i pojechałam na drugi koniec metropolii. Ostatecznie dotarłam, ale z jakimś dwugodzinnym poślizgiem.

09/04/2020

Ciężkie jest życie blondynki (7)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 * cz. 6 *
Bo:

Po pierwsze:
Od dobrych kilku lat bardzo chciałam zaliczyć fajerwerki pod London Eye. Okazja nadarzyła się w zimie 2016, gdy w Londynie chwilowo mieszkałam i namówiłam na około sylwestrową wizytę Kubę i Kasię. Niedoświadczona w bojach, o biletach na imprezę dowiedziałam się o kilka miesięcy za późno: próbowałam odkupić, ale w przeciwieństwie do występu Biffy na O2, uznałam, że to nienajlepsza inwestycja – piórka nie złapię i na teledysku się nie odnajdę, a dla samego płakania przepłacać (ponad dwukrotnie) nie warto. Postanowiliśmy więc przechytrzyć system i obejrzeć fajerwerki gdzieś poza obszarem objętym biletami. Pomysłów było kilka (niektóre nawet googlane) ale ostatecznie, impulsywnie, zostaliśmy pod barierką na Trafalgar Square, z pięknym widokiem na Big Bena.
Czekaliśmy przeszło trzy godziny, w trakcie których wybrałam się na misję szukania toalety – śmiejcie się, ale w obrębie centrum wszystkie toalety były zamknięte, a do „maka” obowiązywała godzinna kolejka, w której stać mi się nie chciało. Przy trzecim okrążeniu okolic placu byłam już tak zdesperowana, że postanowiłam zapytać w bardzo szykownie wyglądającej kawiarni: o dziwo, zaprosili mnie z uśmiechem. W moje ślady poszedł Kuba i… spuścił wodę alarmem dla niepełnosprawnych. Prawie jakby się Pecka nazywał.
Ale co tam toaleta, Big Ben wzbudzał większe emocje. Dopóki o północy nie zgasł. Bo właśnie tą ponurą ciemnością (zwykle rozjarzonej tarczy) przywitaliśmy rok 2017. Chyba że policzyć te iskierki fajerwerków znad kamienicy po lewej – Kuba i Kasia długo upierali się, że zaliczone, ale ja się przekonać nie dałam. Powtórzyłam operację rok później, tym razem z biletami.

26/02/2019

Ciężkie jest życie blondynki (6)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * cz. 5 *
 
Bo:

Po pierwsze:
Gdy miałam jakieś siedem lat, a mój brat od niedawna biegał, dostałam w prezencie piłkę uszatkę, która docelowo miała być zabawką na działkę. Wiadomo jednak, że trzeba było ją przetestować, a że zima za oknem wykluczała wyjście na podwórko, to razem z moim dwuletnim bratem zrobiliśmy sobie wyścig po przedpokoju. Śmiechu, co nie miara! Tata z kuchni wołał: „Aniu, przestańcie, bo zaraz któreś sobie głowę rozwali”. Nie wiem czy zdążył zawołać po raz drugi, bo straciłam równowagę, poleciałam na Wojtka, a Wojtek na kant szafki i rzeczywiście tę głowę rozwalił. Nie pamiętam żeby tata kiedykolwiek był na mnie bardziej zły niż wtedy. Całkiem zresztą słusznie.
Analogicznie, prawie dwadzieścia lat później, spacerując po mostku w Stonehaven, Kuba upomniał mnie, żebym „nie bawiła się tak tym dekielkiem, bo w końcu go upuszczę do wody i tyle będzie”. Ledwo skończył mówić, a dźwięk dekielka odbijającego się od nadbrzeżnych kamieni poniósł się echem po na wpół pustej plaży. Całe  szczęście, że Kuba zdołał go dla mnie wyłowić, bohater!

10/03/2017

Ciężkie jest życie blondynki (5)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 * cz. 4 * 
 
Bo:

Po pierwsze:
Ja i Kuba – mój serdeczny przyjaciel, z którym w sensie romantycznym nie łączyło i nie łączy mnie absolutnie nic – mamy zwyczaj robić sobie pogaduchy przez skype’a. Któregoś pięknego październikowego dnia, podczas rozmowy z moją inną serdeczną przyjaciółką, Kuba napisał do mnie na czacie, dopytując się, kiedy wpadnę do Rzeszowa. Odpisałam mu, co trzeba, i wróciłam do streszczania moich dramatów ryjących banie. Ryjących ją na tyle, że – dziś z kompletnie dla mnie niezrozumiałego powodu – miałam poważne opory w wypowiedzeniu na głos całkiem normalnego zdania. Uznałam więc, że bezpieczniej będzie napisać. Na czacie. Więc napisałam. I czekałam na reakcję, która nie nadeszła. Bo moja przyjaciółka nic nie dostała. Za to dostał Kuba. Pięć minut po tym jak opisałam mu plany na najbliższy miesiąc, dostał wiadomość pt. „całowaliśmy się w kiblu na imprezie”. W panice kompletnej, po długich a ciężkich, udało mi się usunąć tę felerną wiadomość. Na marne niestety, bo Kuba zdążył ją odczytać. I widział jak znika. Do dzisiaj ciśniemy z tego bekę.

11/12/2016

Ciężkie jest życie blondynki (4)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * cz. 3 *
 
Bo:

Po pierwsze:
Na dwa „ostatnie” tygodnie w Krakowie przeprowadziłam się do mieszkania znajomych w ścisłym centrum, razem z koleżanką z pracy, Natalią – obie mamy blond włosy, więc guess what? Zgubiłyśmy telefon. To znaczy Natalia zgubiła, gdy, zagadane, prawie przejechałyśmy nasz przystanek. Zorientowała się w Rossmannie. A mi w międzyczasie (oczywiście) telefon umarł na śmierć, więc zdane byłyśmy na pomoc osób trzecich – zrobiłyśmy z siebie blondynki stulecia przed panem w akcesoriach do telefonów. Pomógł – telefon namierzyłyśmy na Hucie. Po powrocie do domu udało nam się nawiązać kontakt z osobą która telefon znalazła. Ponieważ czas naglił, Natalia już wychodziła z siebie (bo w ajfonie całe jej życie), a mojego telefonu w dziesięć minut naładować się nie dało, to do taksówki wsiadłyśmy z laptopem w plecaku. Wysadzono nas na jakimś kompletnym, nieznanym zadupiu między nowymi blokami, ale szczęśliwie po pięciu minutach czekania, dzwonienia i smsowania, pan wyszedł z klatki i oddał nam telefon, nawet nie chcąc nic w zamian. Bo widzicie, są jeszcze porządni ludzie na tym świecie.  

15/07/2016

Ciężkie jest życie blondynki (3)

W serii: * cz. 1 * cz. 2 * 
Bo:

Po pierwsze:
Piątek z początku listopada 2015: pamiętny, bo wychodząc z domu można było pogryźć powietrze – większego smogu od tamtego czasu jeszcze nie doświadczyłam. Przestrzegali żeby zostać w domu, ale bilet na koncert już dawno kupionyLao Che czeka, więc wychodzę. W szarą, gęstą mgłę, z szalikiem na ustach, jak zwykle lekko spóźniona i niepoprawnie zamyślona, żwawym marszem zbliżam się do przystanku. Przeprawiam się przez dwieście metrów gnoju i błota, które już jakiś czas temu powinno zamienić się w nowy chodnik, w moich świeżo wypastowanych, ukochanych butach. Trzymam się dzielnie, powtarzając sobie, że są większe nieszczęścia. Do momentu jak nie dociera do mnie, że nie mam w torebce biletu.
Dwieście metrów błotem w drugą stronę i już tej wiązanki przekleństw nie hamuję, bo przecież się udławię. Ale to i tak nie koniec historii, bo jadąc tym późniejszym tramwajem, tak bardzo tonę w swoim nieszczęściu, że przejeżdżam odpowiedni przystanek, wysiadam, gubię się w nieznanej okolicy, mgle i bez żywej duszy, która wskazałaby mi do Fabryki drogę… cud, że zdążyłam zanim Lao Che weszli na scenę.

12/02/2016

Ciężkie jest życie blondynki (2)

W serii: * cz.1 *
A ciężkie, bo:

Po pierwsze:
Niefajny okres w życiu: czwarty tydzień chora, drugi dzień na antybiotyku, mózg w proszku (to akurat z własnej winy), życie w strzępach, autobus mi się spóźnia 20 minut jak na dworze temperatura około minusowa, ale dobry obiad w fajnym towarzystwie zjadłam, więc w domu ląduję w stosunkowo dobrym humorze. Na tyle, że odpalam najnowszy album Muse i daję się ponieść Psycho, wyobrażając sobie, że stoję gdzieś z przodu tego wielotysięcznego tłumu.
Jest fajnie, dopóki z impetem nie przypierdalam szczęką w nowy kubek termiczny, który (z ciepłą herbatą) postawiłam sobie przed komputerem. Następne pół godziny siedzę nad klawiaturą obłożona lodem, popijając własną krew. Wybornie!
Ale to oczywiście nie jest koniec historii, bo zaraz potem na ostateczną śmierć umiera mój telefon. Bo pieniędzy to ja, biedny student, mam zdecydowanie za dużo, ma się rozumieć.

06/11/2015

Ciężkie jest życie blondynki (1)



Blondynką jestem na, i w głowie: „na” coraz mniejszą (pieprzone kłaki z roku na rok coraz bardziej mi ciemnieją), za to „w”, jak się zdaje, coraz bardziej. Bo:

Po pierwsze:
Dzwonię do mamy. Rozmawiamy pociesznie o moich planach na najbliższy weekend, gdy nagle martwieję, w panice obmacuję wszystkie kieszenie, a serce podchodzi mi do gardła.
- O Boże! – wykrzykuję przerażona.
- Co się stało? – pyta mama.
- Zgubiłam telefon! – mówię, równocześnie nurkując ręką w torebkę.
- A przez co ze mną rozmawiasz?
A! No tak. Mam go w ręce.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)