Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

16/04/2021

2019: Rzym

Do zajrzenia do folderu ze zdjęciami z Rzymu nakłonił mnie zakup nowego aparatu (wreszcie wymieniłam moje wysłużone, 12letnie body na nowszy model). Po blisko dwóch latach (!) od rzeczonego wyjazdu. Pojechałam tam oczywiście za moim ukochanym Muse, z bratem, jego dziewczyną i Lee, moją szkocką koleżanką. Wyprawę na bieżąco (jak wszystkie moje wycieczki ostatnimi czasy) relacjonowałam na instagramie, a po powrocie jakoś nie kwapiłam się zaglądnąć do tych setek zdjęć. Żyłam w przekonaniu, że są chujowe i niewarte zachodu. I choć faktycznie nie jestem z finalnych efektów szczególnie zadowolona, to okropnie nakręciły mnie na kolejny zagraniczny wyjazd. Oby za rok się wreszcie udało bezpiecznie wybrać gdzieś indziej niż tylko w odwiedziny do rodziny w Polsce…



Oto moja (mocno opóźniona) foto-relacja z Rzymu.

02/10/2020

2020: Scotland roadtrips

Jak na mojego pecha, to w czasach pandemii zdaję się mieć niebywałe szczęście. W lutym, zanim rozpętało się to piekło, zdążyłam tydzień pojeździć na nartach w Austrii z rodzicami. W marcu, dosłownie na dzień przed oficjalnym lockdownem zdążyłam przejechać 700mil północnej Szkocji razem z Norbertem. Początkiem lipca, totalnym fartem, bez przeszkód dałam radę odwiedzić rodzinę i przyjaciół w Polsce, a gdy poluzowano obostrzenia w Szkocji i zalecono podróżować lokalnie, łapczywie rzuciłam się na moje ukochane góry, bo raz że pierwsze wolne wakacje od 7 lat, a dwa że współlokator przedstawił mnie nowej zajawce: „bagging munros” i.e. kolekcjonowaniu szkockich szczytów powyżej 3tysięcy stóp, których jest w sumie 282. Aktualnie mam ich na swoim koncie 6, a w 2020 weszłam z jednym, więc jak na rok z pandemią, całkiem nieźle mi poszło. Mówiąc krótko: sierpień w lwiej części spędziłam podróżując lokalnie, więc dziś dzielę się licznymi kadrami (z telefonów: mojego i moich cudownych, bazujących w Szkocji przyjaciół, którym z całego serca za towarzystwo dziękuję – było cudownie!). 

18/09/2020

2020: North West of Scotland

To była wycieczka, która mogła się w ogóle nie odbyć, bo wróciliśmy z niej w dniu rozpoczęcia oficjalnego lockdownu. Będąc w trasie, pozamykane w całym kraju były już wszystkie restauracje, kawiarnie i większość sklepów. Żywiliśmy się instant zupkami i meal dealami z tesco. Z perspektywy czasu jestem za tę wycieczkę jeszcze bardziej wdzięczna niż byłam wtedy: była mi potrzeba bardziej niż przypuszczałam.


No i cudownie się prowadziło auto po tych pustych, szkockich drogach! W 4 dni z dziką przyjemnością przejechaliśmy 725 mil!

01/07/2020

2020: czerwcowy haar

Nowych angielskich słów uczę się prawie codziennie: niektóre zostają mi w głowie tylko na chwilę, inne nie trzymają się mnie wcale, ale są też takie, które zapisują się gdzieś w moim sercu od razu i na zawsze. W czerwcu, dzięki moim Szkockim przyjaźniom, odkryłam słowo haar, które zalicza się do tej ostatniej kategorii i oznacza mokrą, ciężką, morską mgłę, występującą zazwyczaj na wschodnim wybrzeżu Anglii i Szkocji. To moje rejony i moja magia. Bo jak Edynburg jest magiczny w każdych warunkach pogodowych, tak śmiem twierdzić, że z mgłą najbardziej mu do twarzy.


O ile kwiecień i maj nie szczędził nam słońca i dobrej przejrzystości, tak lwią część czerwca spowiła ta specyficzna, nieco nawet niepokojąca mgła. W zestawieniu ze wciąż mocno wyludnionym centrum, robi naprawdę wyjątkowe wrażenie.

01/06/2020

2020: majowa perspektywa

Jak wspominałam przy kwietniowych kadrach, za wyjątkiem wyjazdów, nie planowałam w tym roku sięgać po aparat. Ale ilość wolnego czasu, puste ulice i przepiękna pogoda zrobiła swoje i w maju na kilka moich sztandarowych spacerów (o których szerzej można poczytać tu i tu) zabrałam ze sobą mój ledwie zipiący sprzęt. Oto efekty.


Stary znajomy zapytał mnie niedawno co najlepszego przydarzyło mi się odkąd ogłoszono lockdown. I wyszła mi z tego niekończąca się lista wspaniałych rzeczy: kartka pocztowa wrzucona przez przyjaciela do naszej skrzynki, kubek (od malgo.frej) mojej ukochanej kawy (Machina!) codziennie rano, odkrycie Hermitage of Braid i mojej nowej ulubionej ławeczki, wprowadzenie się przyjaciela do pokoju obok, dwa cudowne listy z Polski, moje ulubione lody haagen-dazs na promocji, quiz piosenek Muse zrobiony specjalnie dla mnie przez brata, słońce po deszczu wpadające przez okno wprost na mój fotel, videochaty od serca, sticky toffee pudding z lodami waniliowymi… mogłabym tak długo. Codziennie jest coś, za co jestem wdzięczna. Za możliwość ustrzelenia poniższych kadrów również.

01/05/2020

2020: kwietniowa izolacja

Mój kreatywny plan na 2020 zakładał odpuszczenie sobie fotografowania (poza wyjazdami, których miało być w tym roku niedużo, a ostatecznie nie ma prawie wcale, dzięki Covid19!), na które od dłuższego czasu i tak nie mam ochoty, bo aparat stary i ciężki, a edytowanie zdjęć zajmuje mi zdecydowanie zbyt dużo cennego czasu, który wolę poświęcać na pisanie.  Umówmy się jednak: od zdjęć jestem poważnie uzależniona i w telefonie kolekcjonuję kadry na bieżąco, setkami. Kilkadziesiąt z ostatniego miesiąca postanowiłam zebrać w swoisty pamiętnik izolacji: zapraszam do zajrzenia w mój edynburski świat podczas pandemii.


Wdzięczność trenuję w życiu nie od dziś (o czym pisałam na krótko przed izolacją i o czym często wspominam na moim instagramie), ale odkąd zmuszona jestem do spędzania lwiej części czasu w domu, jeszcze bardziej wdzięczna jestem za moje okno na uśpiony świat: to w nim spędzam długie godziny, wystawiając twarz do słońca, pisząc, rozmyślając, czytając, oglądając i popijając kawę (lub herbatę).

05/02/2020

2019: Teignmouth

Wizytę w Teignmouth, jak każdy Muser (tak przynajmniej przypuszczam), miałam na swojej Bucket liście od dawna – to w końcu swoista mekka Muse.


Planując moje małe koncertowe tournée po południu Wielkiej Brytanii, małą nadmorską miejscowość wzięłam więc za oczywisty przystanek pomiędzy Bristolem a Manchesterem.

31/12/2019

2019: Piątka grudnia


1.   Słońca w zimie może nie ma w Szkocji zbyt wiele, bo jak już się pojawia to na krótko, ale światło jakie rzuca wtedy w moim pokoju jest warte długiego wylegiwania się w łóżku z książką i kawą. To jedna z tych małych rzeczy, za które uwielbiam zimę (i mój pokój, i moje popołudniowe zmiany w pracy). Grożono mi, że szybko znienawidzę zimę w Wielkiej Brytanii, ale póki co się nie zanosi. Wszechobecna ciemność jakoś szczególnie mnie nie przeraża, bo wiem że nastąpi po niej okres wszechobecnej jasności. Ot, rytm życia. Który ostatnio bardzo sobie cenię.

20/12/2019

2019: Glencoe

Początkiem maja, razem z dwojgiem moich znajomych z Polski (którzy mają mocną zajawkę na Szkocję, bo to był już chyba ich piąty raz) pojechaliśmy na siedmiodniową wycieczkę w moje wymarzone Highlandsy.


No i co tu dużo gadać, Szkocja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła (o moich zachwytach nad Skye można poczytać tutaj). I po długiej, męczącej selekcji (bo zdjęć przywiozłam ze sobą kilkaset) mam dla was setkę (blogowy rekord) kadrów.

07/12/2019

2019: Piątka listopada


1.    Jeszcze kilka lat wstecz z pasją nienawidziłam listopada. Wydawał mi się najbardziej depresyjnym i nijakim miesiącem w całym roku. Odmienił to koncert Muse w Łodzi (w 2012) – od tamtej pory nie było listopada, w którym nie działoby się coś naprawdę fajnego. Ba, przez ostatnie dwa lata nie było miesiąca, w którym nie miałabym za co być sobie i życiu wdzięczna. Dziś już nie potrafię wskazać ulubionego miesiąca: każdy jeden ma w sobie coś, co bardzo lubię. Bo mój rok wreszcie podporządkowany został rytmowi, który wypływa gdzieś tam z głębi mnie samej, a nie wszystkiego i wszystkich wokół. O czym krótki post wyprodukowałam ostatnio tutaj.

02/11/2019

2019: Piątka października


1.    Inchcolm Island jest miejscem wyjątkowym. Mówiąc szczerze każda wyspa, szczególnie brytyjska, jest dla mnie miejscem wyjątkowym. Może nawet niepostrzeżenie zostałam wyspiarą? Tutejsze wyspy – małe i duże – zdają się mieć wszystko to, co kocham, bo łączą góry i morze, które w Polsce zawsze były dla mnie poniekąd przeciwieństwem – nigdy nie występowały razem. O samej wycieczce na Inchcolm Island (październikowa była moją drugą) będzie szerzej w serii Warto w Edim – a ta z kopyta ruszy początkiem nowego roku, obiecuję! 

19/10/2019

2019: Piątka września


1.    W przypływie bliżej niesprecyzowanej inspiracji początkiem września kupiłam w Ikei swojego pierwszego, żywego, doniczkowego kwiatka. W miejsce tego, który w spadku po poprzedniej lokatorce, po roku mojej (niezamierzonej, ale jednak) tortury, na wiosnę w końcu wyzionął ducha. Może ten, jako że własny, przetrwa dłużej? Popatrzyłam na niego ostatnio i pomyślałam, że być może ten spontaniczny zakup był symbolicznym wyrazem mojej chęci zapuszczenia tu korzeni. No dobra, ale co z tym Brexitem, pytają. Nie przejmuję się nim na zapas (bo przecież i tak WCIĄŻ nic nie wiadomo na pewno…), ale pre-settle status sobie ogarnęłam, bo lepiej dmuchać na zimne (choć sądząc po tym co się odpierdala, są spore szanse że za jakiś czas może być on nic niewarty). Prawdziwie martwić się zamierzam dopiero wtedy, gdy ktoś faktycznie każe mi się stąd wynosić.

08/09/2019

2019: Piątka sierpnia


1.    To już mój trzeci sierpień pod szyldem Fringe’a (tj. artystycznego Armagedonu). Pierwszy był przeżyciem dość traumatycznym, drugi bardzo chaotycznym, ale trzeci już całkiem umiejętnie rozłożyłam na łopatki! Wreszcie wiem jak fringować, żeby nie zwariować! Albo zwariować, ale pozytywnie. Aktywny udział po części wymogła na mnie lokalizacja (gdy mieszkasz pod zamkiem, od festiwalu naprawdę nie ma ucieczki…), a po części zamiłowanie do szeroko pojętej sztuki, częściowo wyssane z mlekiem matki. Nauczono mnie chodzić do kina, teatru i na wystawy, więc Fringe sam w sobie zaiste jest dla mnie świętem. W tym roku zobaczyłam 22 występy, 4 wystawy i 1 wydarzenie BBC (debiut w brytyjskiej telewizji, he he), pracując przy tym na pełen etat i prowadząc nadzwyczaj bogate życie towarzyskie. I bawiłam się przednio, jak nigdy przedtem. Jeśli ktoś ma ochotę prześledzić, co widziałam i jak oceniłam, zapraszam na Instagrama. O Fringe’u będzie (kiedyś) oddzielny odcinek „Warto w Edynburgu” (ta seria naprawdę się tworzy – powoli, ale naprawdę!).

26/08/2019

2019: Piątka lipca


1. Wiem, że to powtórka z rozrywki, ale nic nie poradzę, że rzecz ma się tak samo jak miesiąc temu i gdy myślę o tym jak minął mi tegoroczny lipiec, słowa same cisną się na usta: nigdy nie czułam się nigdzie tak dobrze, jak czuję się tu i teraz. Magia mojej (wbrew pozorom bardzo zwyczajnej) codzienności zdaje się pobijać magię z czytanych kiedyś książek. Ba, gdyby ktoś mi dziś zaproponował rok w Hogwarcie, wcale nie krzyknęłabym bez zastanowienia „tak”, ale wręcz przeciwnie, niewiele bym się zastanawiała nad „nie, dziękuję”. Polubiłam moją drogę i chcę zobaczyć, przez co mnie dalej poprowadzi. Hogwart niech pozostanie za moim oknem, mieniący się w zachodzącym słońcu. Co więcej, pierwszy raz naprawdę nie chciało mi się jechać na zaplanowane wakacje. Bo nagle dotarło do mnie, że nie ma od czego i po co uciekać. Wręcz przeciwnie, po co zaburzać rytm mojej przyjemnie chłodnej, szkockiej codzienności jakimiś południowymi upałami?

22/07/2019

2019: Elie

Rodzice z bratem odwiedzili mnie na święta Wielkanocne, a że nie był to ich pierwszy raz w Edynburgu, to zwiedzanie rozszerzyliśmy poza centrum Edynburga: jeden dzień spędzili (beze mnie) w North Berwick, jeden przeznaczyliśmy na rodzinną wędrówkę po Pentland Hills, a jeden przeznaczyliśmy na krótki road-trip po Fife.


Pogoda nam się nieprzeciętnie udała, a polecane przez moich lokalnych znajomych zakamarki nie zawiodły. Mówią tu czasem, że w Fife nic nie ma, ale to bzdura. Bo jest na przykład Elie: małe, urokliwe, nadmorskie miasteczko.

11/07/2019

2019: Piątka czerwca


1. Na czerwiec czekałam niecierpliwie od listopada! I choć wtedy wydawał mi się odległy o całe lata świetlne, nawet nie wiem, kiedy te 7 miesięcy zleciało. Człowiek nie liczy czasu, gdy przyjemna codzienność pochłania go bez reszty, a mnie w tym roku wsysa po sam czubek głowy! Początkiem czerwca, z mojej Bucket Listy wreszcie wykreśliłam wizytę w Teignmouth, małej nadmorskiej miejscowości w Devon, w której Muse się zaczęło. Taka moja osobista pielgrzymka, między jednym a drugim koncertem, pełna wyciskających łzy szczęścia emocji (bo dzień wcześniej Matt przybił mi piątkę na koncercie, tak, tak, będę pamiętać ten moment do końca moich dni!) i sentymentu, bo to już przecież przeszło 10 lat, a ja kocham ich (i wszystko co z nimi powiązane) wciąż tylko bardziej i bardziej! I choć pojechałam tam tylko z jednego powodu, to wrócę dla wielu innych, bo Teignmouth jest absolutnie urocze, a Devon samo w sobie ma wiele do zaoferowania! Będzie foto-relacja.

10/06/2019

2019: Piątka maja


1. Któregoś majowego dnia ociągałam się z wyjściem z pracy. Gdy w końcu, po długich a ciężkich, przekroczyłam próg drzwi, a nawet wyszłam zza pierwszego rogu, z nieba lunęło. Wiem, myślicie teraz pewnie „no przecież Szkocja!”. Otóż nie. W Szkocji burz i ulew jako takich brak. Pogoda jest zmienna, owszem, kropi i mży sobie często, a zwykły deszcz w akompaniamencie szkockiego wiatru potrafi zmoczyć ci wszystko i pod każdym kątem, ale żeby ulewa z grzmotami miała się przez miasto przewalać trzy razy dziennie, to zdecydowanie nie ten klimat. No ale czasem się zdarza i zdarzyło się akurat tamtego dnia. Zaprawiona w bojach i w myśl zasady „z cukru nie jestem, daleko nie mam”, ruszyłam żwawym marszem przez tę ulewę. Ludzie powpychani jak sardynki w progi drzwi patrzyli na mnie jak na wariatkę i może słusznie, bo w dół Cockburn Street schodziłam ze strumieniem przelewającym mi się powyżej kostek. Do pubu dotarłam mokrusieńka. Ale kto by się tym przejmował, skoro zaraz potem na niebie odbył się przepiękny, chmurny spektakl, a szare, kamienne budynki rozbłysnęły pomarańczą wieczornego słońca? Kocham to miasto.

15/05/2019

2019: Piątka kwietnia


1. Ze wstawaniem wcześnie rano łączy mnie dość skomplikowana relacja. W okresie zimowym graniczy to z niemożliwym: wstawanie na 7 do pracy mieni mi się jako największa zbrodnia przeciw ludzkości, bo kto to widział wychodzić spod ciepłej kołdry gdy na polu nie dość że zimno, to jeszcze ciemno jak w dupie. Sprawa nieco się poprawia w okresie letnim, bo zdecydowanie łatwiej jest wystawić stopę spod kołdry, gdy za oknem widno, ale zdecydowanie nie należę do porannych ptaszków. Jedyny wyjątek od tej reguły stanowią wschody słońca i wszelkiego rodzaju wyjazdy. Nic bowiem nie pobija porannego światła na zdjęciach, pustek w miejscach, które zazwyczaj toną w kolorowym strumieniu turystów, czy ekscytacji przed kolejną przygodą. W kwietniu, wykorzystując zmianę czasu (która na krótką chwilę przybliżyła mi wschody słońca – teraz już bardziej opłaca się zarwać noc niż kłaść się spać przed wschodem, zwłaszcza jeśli wliczymy w to dojazd do Cramond lub wdrapanie się na Artura), większość moich dni wolnych zaczęłam wcześnie i ani razu nie pożałowałam. Światło odwdzięczyło się z nawiązką. Bo wbrew powszechnej opinii, słońca nam w Edynburgu wcale nie brakuje.

02/04/2019

2019: Piątka marca


1. W marcu minął rok odkąd mieszkam na prototypie ulicy Pokątnej. Dużo się przez te 12 miesięcy wydarzyło, najwięcej oczywiście w mojej głowie. Droga, którą w tym roku przebyłam, nie była łatwa, szczególnie na jej pierwszym, wyboistym odcinku, ale i na pewno mniej kręta niż ta przed nią. W nowy rok wkroczyłam pewniej niż w którykolwiek inny przed nim i póki co moje dobre przeczucia się sprawdzają. Od stycznia mocno staram się celebrować każdy dzień (na swój własny sposób). Nie jest to szczególnie trudne, bo lubię swoją pracę, mam z kim rozmawiać, z kim wyjść na miasto i za co dobrze żyć. No i mieszkam w miejscu, w którym zakochałam się bezgranicznie i na zabój. Czasem nawet to głupie spojrzenie za okno potrafi zdziałać cuda. Chciałabym, żeby ten stan trwał jak najdłużej, bo bardzo podoba mi się ten pewny krok, którym aktualnie (choć wciąż ślamazarnie) posuwam się do przodu. Gdzie mnie to zaprowadzi, nie wiem, ale tu i teraz jest dobrze.

26/03/2019

2019: Dundee

Dundee było na liście moich Szkockich miast do zwiedzenia w ramach dni wolnych od pracy – padło na ostatni weekend lutego. Całkiem słoneczny.


I podobało mi się na tyle, że pewnie tam jeszcze wrócę.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)