Jak na mojego pecha, to w czasach pandemii zdaję się mieć niebywałe szczęście. W lutym, zanim rozpętało się to piekło, zdążyłam tydzień pojeździć na nartach w Austrii z rodzicami. W marcu, dosłownie na dzień przed oficjalnym lockdownem zdążyłam przejechać 700mil północnej Szkocji razem z Norbertem. Początkiem lipca, totalnym fartem, bez przeszkód dałam radę odwiedzić rodzinę i przyjaciół w Polsce, a gdy poluzowano obostrzenia w Szkocji i zalecono podróżować lokalnie, łapczywie rzuciłam się na moje ukochane góry, bo raz że pierwsze wolne wakacje od 7 lat, a dwa że współlokator przedstawił mnie nowej zajawce: „bagging munros” i.e. kolekcjonowaniu szkockich szczytów powyżej 3tysięcy stóp, których jest w sumie 282. Aktualnie mam ich na swoim koncie 6, a w 2020 weszłam z jednym, więc jak na rok z pandemią, całkiem nieźle mi poszło. Mówiąc krótko: sierpień w lwiej części spędziłam podróżując lokalnie, więc dziś dzielę się licznymi kadrami (z telefonów: mojego i moich cudownych, bazujących w Szkocji przyjaciół, którym z całego serca za towarzystwo dziękuję – było cudownie!).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020 w kadrach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2020 w kadrach. Pokaż wszystkie posty
02/10/2020
18/09/2020
2020: North West of Scotland
To była wycieczka, która mogła się w ogóle nie odbyć, bo wróciliśmy z niej w dniu rozpoczęcia oficjalnego lockdownu. Będąc w trasie, pozamykane w całym kraju były już wszystkie restauracje, kawiarnie i większość sklepów. Żywiliśmy się instant zupkami i meal dealami z tesco. Z perspektywy czasu jestem za tę wycieczkę jeszcze bardziej wdzięczna niż byłam wtedy: była mi potrzeba bardziej niż przypuszczałam.
No i cudownie się prowadziło auto po tych pustych, szkockich drogach! W 4 dni z dziką przyjemnością przejechaliśmy 725 mil!
01/07/2020
2020: czerwcowy haar
Nowych angielskich słów uczę się prawie codziennie: niektóre zostają mi w głowie tylko na chwilę, inne nie trzymają się mnie wcale, ale są też takie, które zapisują się gdzieś w moim sercu od razu i na zawsze. W czerwcu, dzięki moim Szkockim przyjaźniom, odkryłam słowo haar, które zalicza się do tej ostatniej kategorii i oznacza mokrą, ciężką, morską mgłę, występującą zazwyczaj na wschodnim wybrzeżu Anglii i Szkocji. To moje rejony i moja magia. Bo jak Edynburg jest magiczny w każdych warunkach pogodowych, tak śmiem twierdzić, że z mgłą najbardziej mu do twarzy.
O ile kwiecień i maj nie szczędził nam słońca i dobrej przejrzystości, tak lwią część czerwca spowiła ta specyficzna, nieco nawet niepokojąca mgła. W zestawieniu ze wciąż mocno wyludnionym centrum, robi naprawdę wyjątkowe wrażenie.
01/06/2020
2020: majowa perspektywa
Jak wspominałam przy kwietniowych kadrach, za wyjątkiem wyjazdów, nie planowałam w tym roku sięgać po aparat. Ale ilość wolnego czasu, puste ulice i przepiękna pogoda zrobiła swoje i w maju na kilka moich sztandarowych spacerów (o których szerzej można poczytać tu i tu) zabrałam ze sobą mój ledwie zipiący sprzęt. Oto efekty.
Stary znajomy zapytał mnie niedawno co najlepszego przydarzyło mi się odkąd ogłoszono lockdown. I wyszła mi z tego niekończąca się lista wspaniałych rzeczy: kartka pocztowa wrzucona przez przyjaciela do naszej skrzynki, kubek (od malgo.frej) mojej ukochanej kawy (Machina!) codziennie rano, odkrycie Hermitage of Braid i mojej nowej ulubionej ławeczki, wprowadzenie się przyjaciela do pokoju obok, dwa cudowne listy z Polski, moje ulubione lody haagen-dazs na promocji, quiz piosenek Muse zrobiony specjalnie dla mnie przez brata, słońce po deszczu wpadające przez okno wprost na mój fotel, videochaty od serca, sticky toffee pudding z lodami waniliowymi… mogłabym tak długo. Codziennie jest coś, za co jestem wdzięczna. Za możliwość ustrzelenia poniższych kadrów również.
01/05/2020
2020: kwietniowa izolacja
Mój kreatywny plan na 2020 zakładał odpuszczenie sobie fotografowania (poza wyjazdami, których miało być w tym roku niedużo, a ostatecznie nie ma prawie wcale, dzięki Covid19!), na które od dłuższego czasu i tak nie mam ochoty, bo aparat stary i ciężki, a edytowanie zdjęć zajmuje mi zdecydowanie zbyt dużo cennego czasu, który wolę poświęcać na pisanie. Umówmy się jednak: od zdjęć jestem poważnie uzależniona i w telefonie kolekcjonuję kadry na bieżąco, setkami. Kilkadziesiąt z ostatniego miesiąca postanowiłam zebrać w swoisty pamiętnik izolacji: zapraszam do zajrzenia w mój edynburski świat podczas pandemii.
Wdzięczność trenuję w życiu nie od dziś (o czym pisałam na krótko przed izolacją i o czym często wspominam na moim instagramie), ale odkąd zmuszona jestem do spędzania lwiej części czasu w domu, jeszcze bardziej wdzięczna jestem za moje okno na uśpiony świat: to w nim spędzam długie godziny, wystawiając twarz do słońca, pisząc, rozmyślając, czytając, oglądając i popijając kawę (lub herbatę).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
GRAFIKA
Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)




