Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017 w kadrach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017 w kadrach. Pokaż wszystkie posty

31/12/2017

2017: kadry listopadowo-grudniowe

Będę z Wami szczera: ostatnie dwa miesiące nie były fajnymi miesiącami, a kolejny wcale lepiej się nie maluje. Zdjęć z tego powodu nie mam wiele, a te które tu lądują trochę zakrzywiają moją ponurą rzeczywistość.
Poza kilkoma pierwszymi kadrami, większość zdjęć jest z telefonu.

25/12/2017

2017: Cypr

Pomysł na Cypr był autorstwa Wojtka i Norberta. Przekonali mnie do niego któregoś wieczoru po ciężkim dniu pracy – początkowo się opierałam, ale ostatecznie wyraziłam chęć wyjazdu przed półką z ciastkami w Tesco. Raz się żyje.
Przez sam fakt, że podróżowaliśmy w tym gronie (miała jeszcze lecieć z nami Maja, ale pokonały ją obowiązki przykładnej studentki), wyjazd z założenia musiał być udany. Nawet wbrew moim zdrowotnym przebojom, które usilnie przyjemność mi odbierały.

18/12/2017

2017: Berwick upon Tweed

Berwick, małe miasteczko na granicy Anglii ze Szkocją, było ostatnim przystankiem na moim małym angielskim wypadzie. W teorii nie jest to miejsce szczególnie wyjątkowe, ale mi skradło serce. Być może zjawiłam się tam w odpowiednim dla siebie czasie, bo wszystko zdawało się współgrać z moim nastrojem: kapryśna pogoda, ogólna cisza, puste uliczki, szum morza, klify i przesympatyczni emeryci na spacerze z psami. Ot, urokliwy a niepopularny zakątek Anglii, idealny do samotnych, spacerowych rozmyślań, których bardzo mi było trzeba.
To co w Berwick wyjątkowe, to jego mosty nad rzeką: kolejowy Royal Border Bridge (widoczny najdalej), stary Berwick Bridge z początku XVII wieku (z którego zrobiłam to zdjęcie) i Royal Tweed Bridge (widoczny na pierwszym planie).

15/12/2017

2017: Newcastle

Ze wszystkich czterech odwiedzanych przeze mnie miejsc, Newcastle ekscytowało mnie najmniej, żeby nie powiedzieć, że w ogóle. Straszono mnie, że nikogo tam nie zrozumiem i wrócę bez żadnych ładnych zdjęć. Cóż, kontakt słowny miałam tylko z pracownikami w hostelu i knajpach, którzy najwyraźniej rodowitymi mieszkańcami nie byli, bo problemów nie odnotowałam. A zdjęć też wcale nie zrobiłam mało.
Newcastle może szczególnie piękne nie jest, ale swoje momenty, jak Glasgow, miało.

08/12/2017

2017: Whitby

Drugim przystankiem na mojej pożegnalnej wycieczce po UK była mała, urokliwa, nadmorska mieścinka: Whitby. Słynie z 199 schodów i ruin opactwa na klifie. A mnie najbardziej ujęła niespodziewanym, różowym, wieczornym niebem.
Ogólnie rzecz biorąc, bardzo fajne miejsce na tzw. jednodniówkę.

01/12/2017

2017: York

York był pierwszym przystankiem na mojej kilkudniowej, solowej, październikowej wycieczce po skrawku Anglii. O mojej wizycie akurat tam zadecydowała tak naprawdę zniżka z pracy – Safestay (hostel w którym pracowałam) ma tam bowiem swoją placówkę. Na koniec mojego tegorocznego pobytu w UK wybrałam się więc do Yorku, z którego zaplanowałam małą objazdówkę z powrotem do Edynburga. W pierwotnym zamyśle miałam ująć ten wyjazd w dwóch postach, ale szybko okazało się, że mam za dużo zdjęć, więc każde zwiedzone przeze mnie miasto (a było ich cztery) doczeka się oddzielnej foto-relacji. Enjoy.
York podobał mi się zdecydowanie bardziej niż Bath (choć brakowało mu górki z malowniczym widokiem). To najciekawsze i najładniejsze angielskie miasto w jakim do tej pory byłam (inna sprawa, że stosunkowo niewiele miast w Anglii widziałam).

24/11/2017

2017: East Lothian

O East Lothian coast jako atrakcji dowiedziałam od brata, gdy w lipcu ruszył w samotną, jednodniową wycieczkę do North Berwick. Z Edynburga bowiem jeżdżą dwie linie East Coast buses na które można kupić dzienny bilet za niecałe 8 funtów i jeździć ile dusza zapragnie. Nie jest to co prawda rozwiązanie idealne, bo żadna z tych linii (niestety) nie łączy Dunbaru z North Berwick – a gdyby tak było, można by spokojnie oblecieć całe wybrzeże w jeden dzień. Ja swoje eksplorowanie tamtych rejonów, z braku laku i z racji, że nie brakowało mi na to czasu, podzieliłam więc na dwie części.
Po krótce: pierwszą wycieczkę zrobiłam sobie w piękny słoneczny dzień w środku września, linią 124 w stronę Norh Berwick.

17/11/2017

2017: Cambridge

Bilety do Londynu na początek września kupiłam w jednym celu: chciałam zaliczyć Buckingham Palace, korzystając z uprzejmości Pana Krzyśka (dziękuję!). Ponieważ Londyn nie wprawia mnie już w taką ekscytację jak kiedyś, drugi dzień postanowiłam wykorzystać na eksplorowanie jakiegoś nieznanego mi zakątka Anglii (jak już wiecie, lista moich miast do zwiedzania w UK jest długa). Przez chwilę myślałam o Brighton, ale ostatecznie zdecydowałam się na Cambridge.
Wyboru nie żałuję, choć ta wycieczka dobitnie mi uświadomiła, że czasy studenckie już za mną – Cambridge bez legitki jest piekielnie drogie. Zasadniczo zwiedzanie tych słynnych uczelni się kompletnie nie opłaca. Wolałam za te pieniądze iść na obiad. Albo kawę z ciastkiem. Na szczęście Cambridge poza murami uczelni też jest urocze.

10/11/2017

2017: Belfast

Belfast Vital był moją szczęśliwą alternatywą tegorocznego Glastonbury, na które, jak zwykle, nie miałam za co i z kim jechać. Moja jedyna szansa na zobaczenie moich muzycznych Bogów w tym roku! A że przed moimi Bogami miało zagrać Biffy Clyro (swoją drogą stąpający Muse po piętach) i Nothing But Thieves (których pierwszy raz słyszałam w Paryżu i którzy, póki co, zapowiadają się na świetny zespół), bilety kupiłam bez mrugnięcia. Dla siebie i brata. Z pełną świadomością, że moje gardło na pewno nie wyjdzie z tego cało.
A przy okazji zwiedziłam (trochę po łebkach, ale jednak) kolejne brytyjskie miasto.

05/11/2017

2017: Bath

Moja lista miast do zwiedzenia w UK jest generalnie dość długa. Moje odwiedziny w Bath (którego oczywiście na tej liście nie zabrakło) wyszły trochę przypadkiem. W kwietniu Norb zakupił nam bilety do Werner Bross Studios (bo sam jeszcze nie był, a ja tam będę chętnie wracać przy każdej nadarzającej się okazji, bo jestem Potter-head pełną gębą), ale w Londynie spędziliśmy tylko dzień – pozostałe dwa w Bristolu. A że Bristol miałam już z grubsza obcykany (fotorelacja do wglądu tutaj), to padło na położone niedaleko, słynne Bath.
Poniżej jednak kadry z całego weekendu, nie tylko Bath.

31/10/2017

2017: kadry październikowe

Wydawało mi się, że niewiele mam wam do pokazania, ale po przebrnięciu przez tych kilka październikowych folderów, zmieniłam zdanie. To był bardzo intensywny miesiąc, głównie dlatego, że mój ostatni w Edynburgu (przynajmniej na jakiś czas).
Trochę się odchamiałam, trochę pisałam, dużo eksplorowałam (starałam się wykreślić z mojej edynburskiej listy jak najwięcej pozycji) i żegnałam się z pracą w hostelu, za którą już trochę tęsknię (rzecz jasna, przez spotkanych tam ludzi).

20/10/2017

2017: Dublin

O Dublinie dochodziły mnie różne słuchy: jedni wracali nim zachwyceni, drudzy mocno zawiedzeni, więc moja ciekawość (i idąca za nią potrzeba wyrobienia sobie własnej opinii) stopniowo wzrastała. Podejść do tego wyjazdu miałam kilka, ostatecznie wykorzystałam stan przejściowy pomiędzy jedną pracą, a drugą, i końcem czerwca zapowiedziałam się u kuzyna mojej mamy (który mieszka pod Dublinem) z wizytą.
Po samym Dublinie przemieszczałam się solo, w irlandzkiej mżawce (choć z lotniska żegnał mnie już słońcem).

30/09/2017

2017: kadry wrześniowe

Może niewiele udało mi się we wrześniu osiągnąć (szczególnie w kwestii życiowo-mentalnego bałaganu), ale i tak zaliczam go do udanego miesiąca.
Był czas na rozrywkę w doborowym towarzystwie, na pisanie przy kawie (mój najnowszy, jeszcze raczkujący, nawyk – docelowo ma mi pomóc ogarnąć mentalny bałagan właśnie), spacery, a nawet relaksacyjny alkohol.

31/08/2017

2017: kadry sierpniowe

To jakaś nowa tradycja chyba, że pieprzone depresje i kryzysy (w przeciwieństwie do złamanego serca – wolałabym!) nawiedzają mnie w okresie letnim. I nie, wbrew pozorom to wcale nie jest kwestia szkockiego klimatu! Zimne i wietrzne lato mi specjalnie nie wadzi. W Edynburgu w ogóle niewiele rzeczy mi fizycznie wadzi. Kocham to miasto!
Patrząc na to wszystko z wierzchu, powodów do kryzysów i depresji nie mam (taki już urok tych kryzysów, że są kompletnie niewidzialne – tudzież niewytłumaczalne – dla otoczenia). Edynburg w sierpniu tętnił życiem (i tonął w dzikich tłumach), z czego sama trochę skorzystałam, choć nie w takim stopniu, w jakim to pierwotnie planowałam.

20/08/2017

2017: St Andrews

W St Andrews wylądowałam z polecania pana Krzyśka (dziękuję), bo fanką golfa bynajmniej nie jestem. Ale względnie udane zdjęcie słynnego most(k)u jest.
Generalnie wyboru nie pożałowałam – względnie niedaleko od Edynburga, na jednodniowy wypad (w moim wypadku solo), to miejsce zdecydowanie warte rozważenia.

31/07/2017

2017: kadry lipcowe

W lipiec wbiegłam z mentalną zadyszką, która szybko przerodziła się w nieprzyjemny, przewlekły mentalny stan zapalny. Na szczęście z pomocą przyszła fajniejsza praca, brat i lody z Haagen Dazs na promocji – pomagały, choć niewątpliwie tylko powierzchownie.
Tak czy siak, lipiec nie był zły.

30/06/2017

2017: kadry czerwcowe

Czerwiec zleciał szybko. Nie obeszło się bez stresów, nerwów i znaczących zmian. Było intensywnie. Na zdjęcia za bardzo czasu nie miałam, ale kilka kadrów standardowo zebrałam.
Wydarzeniem miesiąca była moja bardzo krótka i intensywna wizyta w Polsce: niby urlop, niby fajnie, a w gruncie rzeczy wróciłam bardziej zmęczona niż wypoczęta…

09/06/2017

2017: The Hairy Coo Tour

Odkąd poznałam co to podróżowanie na własną rękę (acz niekoniecznie samemu), unikam zorganizowanych wycieczek jak ognia. Dla tej z The Hairy Coo zrobiłam wyjątek z dwóch powodów: po pierwsze była za darmo, a po drugie polecił mi ją brat, który wrócił z niej (razem z Mają) bardzo zadowolony. Namówiłam więc Magdę i w ostatni weekend maja wsiadłyśmy w pomarańczowy autobus podbijać wyższe regiony Szkocji.
Choć nie była to wycieczka wybitnie fajna, to (podobnie jak mój brat), wróciłam z niej całkiem zadowolona. Przy wszystkich minusach z grupowym zwiedzaniem związanych, było to całkiem udane, krótkie wprowadzenie do highlandsów.

31/05/2017

2017: kadry majowe

Maj był piękny, choć pod wieloma względami dla mnie ciężki (ale o tym ciężarze rozpiszę się przy innej okazji, bo to będzie szerszy temat). Szczerze mówiąc, aparatu nie ciągałam ze sobą zbyt często, ale słonecznych, wiosennych kadrów i tak trochę uzbierałam.  
Jednym z głównych punktów maja była kilkudniowa wizyta Moni i Seby w stolicy Szkocji. Długo przekonywać ich nie musiałam, zakochali się po uszy bardzo szybko.  

20/05/2017

2017: Aberdeen & Inverness

Aberdeen i Inverness były planem na trzeci (z rzędu!) weekend z Jakubem w Szkocji. W myśl zasady: korzystaj póki jest. Bo tydzień później wrócił do Polski na święta, które ja spędziłam z Irene, po raz kolejny obchodząc turystycznie Edynburg. Kuba, z jakiegoś powodu miał cholerne szczęście do pogody – niby Szkocja, a pokropiło nam tylko trochę w ostatnią niedzielę… i to jak jedliśmy obiad w uroczym pubie.
I owszem, Kuba się wyrabia i robi mi coraz lepsze zdjęcia!

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)