Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja perspektywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja perspektywa. Pokaż wszystkie posty

04/01/2024

Idiotka 2.0

Od mojego pierwszego idiotkowego tekstu minęły równe trzy lata. Jak to zwykle w życiu bywa, wydawało mi się wtedy (tzn. pisząc ten pierwszy tekst), że pozjadałam wszystkie rozumy i znalazłam w końcu ten osławiony złoty środek. Że to już jest to, eureka totalna, że po takiej lekcji to teraz już naprawdę tylko z górki. Bo przecież już WIEM i ROZUMIEM.

No kurwa, przecież to jest absolutna kwintesencja idiotkowania!


11/10/2022

Mity psychoterapii

Żyjemy w tak zwanym kryzysie zdrowia psychicznego. Który, w razie jakby nikt nie zauważył zbieżności, ściśle łączy się z ogólnoświatowym kryzysem tak w ogóle (na Guardianie był niedawno świetny artykuł poruszający tę kwestię). Śmiało zakładam, że każdy z nas ma, jeśli nie doświadczenia, to na pewno jakieś wyobrażenia o psychoterapii.

Ja też je kiedyś miałam i dlatego chcę dziś niektóre mity obalić.



06/08/2022

Nie lekceważ nadziei

Przyjaciółka mi ostatnio powiedziała, że ona całe życie ganiła się za swoją naiwność. Jejku, jak wiele razy to słyszałam! I od ilu osób! I ile lat samą siebie za to ganiłam: w myślach, rozmowach i pamiętniku. Ah, no i nie zapominajmy: wciąż często to słyszę. Że jestem „nieuleczalną” bądź „straszną” idealistką. Że mam „zbyt” romantyczną wizję życia i świata. Że to naiwne i niedojrzałe.

A co zabawne, sporo się też w swoim życiu nasłuchałam komentarzy, że jestem zbyt cyniczna, że za dużo we mnie pesymizmu, że za bardzo sama sobie wszystko komplikuję i wszystkich tylko tą swoją postawą odpycham.

No to jak to w końcu jest?



14/07/2022

Antidotum samotności

Współlokator wrócił z zabiegu w szpitalu i podzielił się smutną refleksją: trzy inne osoby obecne w sali zabiegowej, mimo takiej możliwości, nie decydują się na ułatwiający życie zabieg, bo nie mają nikogo kogo mogliby poprosić o pomoc, gdy po zabiegu będą dochodzić do siebie. Nikogo kto poświęciłby im tydzień lub dwa. Nikogo przy kim mogliby być po prostu słabi, zależni, obolali. To osoby koło pięćdziesiątki, młodsi od moich rodziców. Nie oceniam tego, że nie mają rodziny, ale przyjaciół? Życzliwych sobie ludzi? Kogoś bliskiego?

Koleżanka w pracy dzieli się ze mną swoim lękiem, bo właśnie wysłuchała w radiu audycji o tym, jak bardzo młodzi ludzie czują się odizolowani i osamotnieni. To wszystko przez media społecznościowe i telefony, mówi. Ludzie nie komunikują się tak jak dawniej, nie wychodzą. Dwa lata pandemii też nie pomogły. Czy jej dzieci też będą się tak czuły gdy pójdą do liceum i na studia? Czy można jeszcze w ogóle liczyć na poczucie bliskości i przynależności, czy samotność jest nam wszystkim po prostu pisana?

I tak pomyślałam sobie, że, no kurczę. Media społecznościowe, telefony i pandemia swoją drogą, ale czy ktokolwiek uczył nas (żebyśmy teraz mogli uczyć nasze dzieci) emocjonalnej otwartości, wrażliwości i życzliwości, które potrafią zaprowadzić do prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem? Które są antidotum samotności?

 

15/06/2022

Dorosłość jest ambiwalentna

Moim najbardziej wartościowym instagramowym odkryciem 2021 roku był profil @twojerelacje, który bardzo gorąco polecam. Sylwia, psychoterapeutka systemowa, fantastycznie i bardzo przestępnie opowiada tam o zawiłościach w relacjach międzyludzkich, bardzo dużo uwagi poświęcając emocjom, samoświadomości i dojrzałości. 

W jednym z jej pierwszych postów tego roku, przeczytałam zdanie które bardzo mocno ze mną rezonuje: „dorosłość to umiejętność znoszenia ambiwalencji”. Nie mogłabym się z tym bardziej zgodzić. Dojrzałość emocjonalna, która wynika nie tyle z przeżytych doświadczeń, co z właściwego, rozumnego przeżywania emocji (co jest możliwe do osiągnięcia niemal wyłącznie dzięki samoświadomości), bazuje na znajomości tych ambiwalencji.


06/06/2022

Tak, warto rozkminiać

 To niejako rozwinięcie mojego wywodu sprzed 7 lat.


Dużo się w życiu nasłuchałam zastrzeżeń do mojego ciągłego „rozkminiania”, nadinterpretowania, analizowania, bezustannego malowania większego obrazka i wiecznego nurkowania, byleby głębiej, w otchłań ludzkich bebechów (mentalnych, ma się rozumieć). Że przecież marnuję czas, życie, zasoby, energię. Że to bez sensu, że nie warto. Że to nienormalne. Że może jednak za dużo myślę i analizuję, a za mało faktycznie robię.

Przy mojej obsesji na punkcie bierności i aktywności, takie komentarze to istna woda na młyn Wewnętrznego Krytyka. Sen mi z powiek spędzały. No bo zamiast pisać fikcję i szkolić warsztat pisarski, ja namiętnie spisywałam te wszystkie rozkminy. Bywało, że po kilkanaście stron dziennie, maczkiem. I gdzie mnie to niby miało doprowadzić? Przecież tego nie wydam, żadnych pieniędzy z tego nie będzie. Więc może faktycznie marnuję czas?

Oj tak, mój pamiętnik bardzo długo był tajemnicą, przeszkodą, powodem do wstydu i niekończących się wyrzutów sumienia. Tak jakbym ich mało w swoim (wówczas katolickim) życiu miała…

No i przecież sama pisałam, że myślenie boli!

Więc jaki to wszystko ma niby sens?

A no właśnie ma, i to (dla mnie) coraz większy.

13/03/2022

Upadek autorytetu

We wtorek na zajęciach omawialiśmy terapeutyczną metodę pustego krzesła. Naturalnie więc zaczęłam się zastanawiać, kogo sama mogłabym na tym pustym krześle posadzić. I z lekkim zdziwieniem odkryłam, że nie ma w moim otoczeniu żadnej takiej osoby. Nawet zaglądając w przeszłość (która nie jest przedmiotem omawianej terapii gestalt), nie potrafiłam znaleźć powodu dla przywoływania problematycznych osób czy sytuacji, z którymi przecież już dawno się pogodziłam. Mój “cykl doświadczania” został pomyślnie zamknięty, nie noszę w sobie żadnych niedomkniętych rozdziałów. To była bardzo budująca realizacja! Dała mi poczucie, że moja wewnętrzna „orka na ugorze” przynosi realne efekty.



A potem wróciłam do domu, M pokazał mi najnowszy tweet najbardziej poczytnej brytyjskiej autorki i mnie olśniło: J.K. Rowling bym na tym krześle posadziła!

22/01/2022

Emocjonalny przywilej

W ferworze witania nowego roku, o moją bańkę obiły się motywacyjne cytaty: „to nie rok ma być lepszy, a człowiek”, „to nie życie staje się lepsze, a ty”. W pierwszym odruchu pomyślałam sobie „mądre, to prawda”. Jakby nie było, od lat sama w to wierzę i praktykuję. Doskonale zdaję sobie sprawę, że najważniejsza praca (tj. taka, która przynosi najlepsze życiowe rezultaty) zawsze jest odśrodkowa. Mocno też wierzę, że każdy jest do tej wewnętrznej pracy zdolny, że każdy posiada naturalne zasoby do walki z przeciwnościami.

ALE, ALE, odezwał się ten bardziej krytyczny głos w mojej głowie, przecież bycie do czegoś zdolnym, a egzekucja tej zdolności to są dwie bardzo różne rzeczy! Samo posiadanie zasobów nie znaczy jeszcze, że ma się do nich wolny dostęp i potrafi się je obsłużyć. Można przecież posiadać auto, nawet nie jedno, a wcale nie potrafić go prowadzić. Lub nie mieć na paliwo.



26/10/2021

Polaczek cebulaczek

Uwielbiam ziemniaki i cebulę – o ile ziemniak mu nie dziwny, tak ilość konsumowanej przeze mnie cebuli (szczególnie z jajecznicą na śniadanie) trochę mojego Szkota przerasta. Lubię gdy nabija się z mojego „kraju trzeciego świata”, sugerując że wychowałam się bez bieżącej wody, że mój polski dentysta używa średniowiecznych narzędzi do ekstrakcji zęba, a edukacja seksualna ograniczała się do czekania z seksem do ślubu. Lubię się wykłócać o to, kto ma większy problem z alkoholem (Polak czy Szkot) i kto lepiej klnie (zdecydowanie Polacy!). Bardzo za to nie lubię być czyimś wyznacznikiem polskości – czuję się wtedy jak największy oszust, z kompletnie nieadekwatną wiedzą i doświadczeniami. Nie cierpię czuć na sobie odpowiedzialności reprezentowania całego kraju – to nie moja bajka.  

Ale gdy już zmuszana jestem się nad tym zastanowić, to jasnym się dla mnie staje, że sama równocześnie potwierdzam i obalam wszystkie polskie stereotypy.


06/10/2021

Wierzę w mózg

Zawsze nosiłam w sobie przekonanie, że wszystko jest w naszej głowie, a głowę można modelować wedle własnych życzeń. Odkąd pierwszy raz usłyszałam (albo przeczytałam) o podświadomości i (samo)świadomości, wszystko zaczęło wskakiwać na swoje miejsce. Pamiętam to ekscytujące poczucie, że właśnie natrafiłam na coś niesamowitego, fascynującego, coś, co na dłuższą metę odmieni moje życie. I nie pomyliłam się, czego dowodem jest mój wieloletni pamiętnik.

Przyjaciółka wyznała mi niedawno, że nie zdawała sobie sprawy jak bardzo pisanie potrafi pomóc skołowanej głowie, dopóki – zainspirowana książką The Artist’s Way – nie zaczęła pisać regularnie. Układać w słowa na papierze nieskładne myśli kotłujące się w głowie.



30/08/2021

Razem przez piekło

[Uwaga, będą spojlery filmu Together]

 

To nie był żaden szczególny wieczór. Wróciłam do domu stosunkowo późno, za oknem było szaro i ponuro, oboje nie mieliśmy tego dnia zbyt dużych pokładów energii. Odgrzewałam nam obiad, gdy M skakał po nowościach w TV. Jak zasiadłam z jedzeniem na kanapie, M miał dla mnie propozycję nie do odrzucenia: nowiusieńki film BBC z moim ukochanym Jamesem McAvoyem w roli głównej. Ania kupiona od razu!

Już gdzieś w połowie nabrałam przekonania, że będzie to jeden z filmów, które przywołam na koniec roku, w ramach corocznych, filmowych polecajek. Ale na jakieś 10 minut przed końcem, M stanowczo oświadczył: "umówmy się, że w prawdziwym życiu jak chcesz kogoś faktycznie otruć, to jest to zdecydowany indykator, żeby się czym prędzej rozejść".



16/08/2021

Trzeba siebie polubić

Jest w życiu jedno kluczowe zadanie, którego wykonanie (szczególnie gdy kroczy w towarzystwie samoświadomości i umiejętności regulowania własnych emocji) sprawia, że życie staje się niewyobrażalnie wręcz lżejsze: trzeba siebie polubić.

Co oczywiście łatwo powiedzieć, a trudno zrobić. Są ludzie, którzy siłują się z tym całe życie, i ludzie, którym nigdy osiągnąć się tego nie udaje. Zawalczyć o siebie jednak zawsze warto. I być może brzmi to potwornie kołczowato, ale nie potrafię przywołać bardziej uniwersalnego przepisu na polepszenie jakości swojego życia. To jest podstawa do wszystkiego co w życiu wartościowe, i w żadnym stopniu nie da się tego obejść.


[fotka spod zdolnych palców dangerouspea1]

05/07/2021

30 lekcji na 30 urodziny

Na 30 urodziny (które już zaraz) uzbierałam 30 lekcji z mojego życia. Nikomu to raczej oczu nie otworzy, bo do wszystkiego trzeba dojść samemu, ale może ktoś przybije piąteczkę.

 



1.   Ufaj sobie i swojej intuicji.

Która bywa dziś zahukana nadciągającymi zewsząd bodźcami i złotymi radami renesansowych znawców: każdy chce przeżyć twoje życie lepiej od ciebie, ale, niespodzianka, nie może! Walcz z presją. Bo nic nie musisz, a bardzo dużo (o wiele więcej niż myślisz) możesz.

 

21/06/2021

Życie bez Boga

Problemy z katolicyzmem zaczęłam mieć po liceum (w którym, co zabawne, byłam obsesyjnie wręcz religijna). Kwestionowanie przyszło nie wiadomo skąd i rozsądek po prostu nie dawał za wygraną. Przemęczyłam tak kilka kolejnych lat, co niedzielę uczestnicząc w mszy świętej, bo to rodzinny rytuał. Kazania spędzałam na przemian albo dostając białej gorączki od wykłócania się z księdzem w mojej głowie, albo wyobrażając sobie jak zaaranżowałabym przestrzeń wewnątrz katedry, gdyby dane mi było przerobić ją na cokolwiek innego (spoiler alert: kilka lat później odkryłam, że w Szkocji już dawno na to wpadli). Ku niezadowoleniu rodziny, w drodze z kościoła do domu, zaczęłam wytykać nieścisłości kazań i nauk Kościoła. Z tygodnia na tydzień coraz gorliwiej, aż w końcu rodzicielka mi powiedziała, że jak tak bardzo mnie to denerwuje, to może lepiej żebym na te msze nie chodziła.

Od tamtej pory byłam w kościele, w ramach nabożeństwa, może ze dwa razy. Na ślubie.

Nie chcę urazić wierzących, ale bez Kościoła żyje mi się o niebo (sic!) lepiej. Już szczególnie odkąd mieszkam w mocno świeckim kraju.


07/06/2021

Postępu nie zatrzymasz

Obejrzeliśmy ostatnio Czarnobyl (jak ktoś jeszcze nie widział, koniecznie nadróbcie!): ja po raz drugi, moi współlokatorzy po raz pierwszy. Wcale nie skłamię jak powiem, że stresowałam się chyba nawet bardziej niż za pierwszym razem. Doskonale pamiętam, jak za dzieciaka panicznie bałam się radioaktywności i ten strach gdzieś tam ciągle we mnie siedzi. Odkąd pierwszy raz usłyszałam o Czarnobylu, byłam święcie przekonana, że każdy reaktor prędzej czy później wybuchnie, że to tylko kwestia czasu. Energia nuklearna to było dla mnie największe zło tego świata: niewidzialny morderca! Nawet terroryzm po atakach na WTC tego dziecięcego strachu nie przebił.

Ale czy dziś, będąc świadoma wszystkich składowych tej tragedii (włącznie z aspektem naukowym, bo mam w domu niedoszłego inżyniera chemii, który wziął sobie za punkt honoru nie tylko zrozumieć jak dokładnie do tego wybuchu doszło, ale też mi to łopatologicznie wytłumaczyć), jestem z automatu przeciwna energii nuklearnej? Absolutnie nie.


25/05/2021

Emocje są po to, by je czuć

Istnieje przekonanie – któremu sama się przez wiele lat dawałam tłamsić i z którym do dziś aktywnie walczę – że emocje stoją nam na drodze do racjonalnego myślenia, zaburzają wizję i przeszkadzają w podejmowaniu słusznych decyzji. Że bycie emocjonalnym jest niedojrzałe i dziecinne. O ile prawdą jest, że nie warto podejmować ważnych decyzji (czy w ogóle działać) pod wpływem silnych emocji, to kompletną bzdurą jest założenie, że emocje są wyłącznie przeszkodą do zwalczania. Dekonstrukcja tej bzdury w dość znacznym stopniu odmieniła moje spojrzenie na życie, innych i samą siebie.


10/05/2021

Tożsamość narodowa

Tożsamość narodowa to dla mnie płynny koncept (jak w zasadzie każdy koncept): skonkretyzowane wyobrażenie siebie, swojej przynależności do danej grupy czy miejsca. Ile ludzi, tyle (narodowych czy nie) tożsamości.

Nie wiem czy można powiedzieć, że mam dwie tożsamości narodowe. Gdybym musiała się teraz określić, to powiedziałabym, że jestem narodowo bezdomna. Jak wielu emigrantów przede mną: nie czuję się w pełni ani Szkotką, ani Polką.

Nie jest to jednak dla mnie istotna kwestia i nigdy taką nie była. Choć z sentymentu kocham Polskę bardzo, to trudno byłoby nazwać mnie patriotką. Szczerze powiedziawszy, to ja od patriotyzmu mocno stronię. Za blisko mu do nacjonalizmu.



Choć od samego początku identyfikowałam się jako imigrantka w UK, to przez długi czas nie uważałam się za emigrantkę. Na pytanie jakie są moje plany, zawsze odpowiadałam, że nie mam planów, mimo że w mojej głowie już trzy lata temu zrodziło się przekonanie, że do Polski nie wrócę. Nie byłam pewna czy to moje miejsce i czy na pewno dam sobie tutaj radę, ale wiedziałam, że w Polsce nie ma tego wszystkiego, do czego rwie się moje serce. Dwa lata temu przyznałam się do tego przed światem i od tamtego czasu tylko się w tym przekonaniu utwierdzam: tak, to właśnie tędy biegnie moja droga.

Wyemigrowałam i jestem emigrantką.

26/04/2021

Mogłabyś się pomalować

Jeśli o tematy około-związkowe i feministyczne idzie, największym źródłem inspiracji dla moich przemyśleń są aktualnie grupy na fejsie. Niektóre pytania / historie tam zamieszczane autentycznie mnie szokują, przypominając w jak wygodnej bańce na co dzień żyję.

Ostatnim takim szokiem był dla mnie anonimowy post dziewczyny, młodej mamy, która usłyszała od męża, że mogłaby się wreszcie umalować, założyć szpilki i odpowiednio przywitać go w domu. Momentalnie cała się zagotowałam. Ja wiem: ludzie i ich potrzeby są różne, związkowe priorytety też są różne, dla niektórych to normalne, tak lubią, tak żyją. Ale wiem i rozumiem to tylko w teorii, bo w głowie mi się nie mieści jak można budować życiowy związek (jakim z założenia jest małżeństwo i rodzicielstwo) na bazie szpilek i makijażu. To utrwala tak wiele szkodliwych stereotypów i błędnych kulturowych wyobrażeń o Genderowych rolach, że aż mnie mdli! Sporo na ten temat pisałam kiedyś tutaj.



Im dłużej o tym myślę, tym trudniej mi usprawiedliwić, dlaczego ten temat poruszam. Przecież to nie mój problem, nie mój związek, nawet nie związek kogoś względnie mi bliskiego, więc dlaczego mnie to w ogóle mierzwi?!

No cóż, moja wewnętrzna idealistka i feministka nie może sobie odpuścić. Jest co najmniej pięć kwestii, które cholernie mnie tu uwierają.  

12/04/2021

Gronek i ja

Pojawił się pewnego zimowego dnia, nie wiadomo skąd, i mimo że początkowo nie traktowałam go poważnie, to wywrócił moje życie do góry nogami. Od tamtej pory, a to już grubo ponad cztery lata będzie, jesteśmy nierozłączni. Jest ze mną dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Zżył się ze mną tak bardzo, że stanowimy jeden współegzystujący organizm.



29/03/2021

Wszyscy jesteśmy rasistami

Uważam się za osobę świadomą, otwartą i zawsze chętną do zmian. Cieszy mnie kwestionowanie własnego światopoglądu, nie boję się nowych pojęć, emocji i mentalnych wyzwań – i z taką też postawą podchodzę do każdego tematu z dyskryminacją, rasizmem, kulturą anulowania i poprawnością polityczną związanego. W moich codziennych, bezpośrednich relacjach z ludźmi staram się nie oceniać, nie traktować pochopnie ani zero-jedynkowo. Jestem jednak tylko człowiekiem (i to z bardzo niewyparzonym jęzorem), który cały czas się uczy i który woli być świadomy swoich krzywdzących schematów niż udawać, że nie istnieją lub że świetnie dałam sobie z nimi radę.

No nie, to jest akurat jedna z tych kwestii, której – i jestem o tym święcie przekonana – będę się uczyć całe życie. I dobrze. Bo wiecie co? Wszyscy jesteśmy rasistami.



GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)