31/10/2016

2016: kadry październikowe

Chciałam napisać, że piździernik w tym roku był okrutnie wręcz chujowy, ale na szczęście szybko do mnie dotarło, że nie byłoby to specjalnie fair. Bo wydarzyły się też przecież fajne rzeczy, a co ważniejsze: udowodniłam sobie, że po pierwsze dam radę, a po drugie jest koło mnie garstka odpowiednich ludzi, na których zawsze mogę liczyć.
Napiszę więc tak: w październiku działo się dużo, i złego, i dobrego.  
Zaczęły się te cholernie zimne poranki.
Ale nie brakło też cudownej odmiany jesieni.


Magistrem zostałam, więc w towarzystwie zajebistych (oczywiście) ludzi się z tej okazji, krótko mówiąc, najebałam. Wcześniej opieprzając gigantyczną porcję naleśników na słodko. Fajnie było.
Moja ścieżka dźwiękowa miesiąca: najnowszy album The Naked and Famous.
A a propos wyżej wspomnianych, zajebistych ludzi: chciałam im oficjalnie podziękować za wsparcie, w szczególności Majce i Kasi (szacun, że wytrzymałyście ze mną pod jednym dachem), mojemu cudownemu bratu, Paulince, Kubie, Moni i Oli. Postawiliście mnie na nogi.
Druga połowa miesiąca kręciła się głównie wokół jedzenia.
Zajebistego jedzenia, o którym będzie oddzielny post, więc nie spojleruję.




Planty najpiękniejsze jesienią, oczywiście.


Wreszcie oficjalnie poznałam małą Felę!
Z Paulinką w Tekturze plotkowałam.
Wygląda niewinnie, smakuje zajebiście (więcej o tym niebawem).
Wystawę Beksińskiego w NCK w sumie polecam – choć szkice dalej słabo widoczne, to choćby dla samych obrazów warto tam zawitać.
Omomom. Na wege pysznościach z Monią byłam.  
I na zdjęciach nocnych (i mokrych).


Fotorelacji z żarcia ciąg dalszy. Baaardzo smacznie.
Bobby Burger (polecany) mnie nie zachwycił, ale przyznaję, że frytki mają naprawdę dobre: posypka odwala kawał dobrej roboty.
W stolicy z Wojciechem zawitaliśmy, żeby podziwiać klaty ogień na scenie (ja po raz 4). Wolałam ich co prawda w trampkach, ale czadu dali jak zawsze, więc nie będę się czepiać.
Gdańsku krótką terapię odbyłam.




A w Tarnowie znowu piękna jesień.


To był bardzo (a niespodziewanie) intensywny i emocjonalny miesiąc, a sądząc po tym, co szykuję sobie na listopad, on wcale nie będzie lżejszy.
Ale skoro mówią mi, że dam radę, to co bym miała nie dać.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)