Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość to nie wszystko, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość to nie wszystko, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

04/01/2024

Idiotka 2.0

Od mojego pierwszego idiotkowego tekstu minęły równe trzy lata. Jak to zwykle w życiu bywa, wydawało mi się wtedy (tzn. pisząc ten pierwszy tekst), że pozjadałam wszystkie rozumy i znalazłam w końcu ten osławiony złoty środek. Że to już jest to, eureka totalna, że po takiej lekcji to teraz już naprawdę tylko z górki. Bo przecież już WIEM i ROZUMIEM.

No kurwa, przecież to jest absolutna kwintesencja idiotkowania!


25/10/2022

Ciemne strony emigracji

Przy okazji mojej ostatniej (emocjonalnie mocno obciążającej) wizyty w Polsce, dużo myślałam o emigracji, w szczególności o jej mniej radosnych stronach. Emigracja to z pewnością niełatwa sprawa, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku znacznie poprawia jakość twojego życia. Możesz znaleźć swoje miejsce na ziemi, zbudować nowy dom poza domem, nawet czuć się częścią lokalnej wspólnoty, ale to wcale magicznie nie sprawi, że emigracja przestanie być trudna. Bo trudność to jej naturalna składowa. Powroty do domu czy wizyty rodziny zawsze łączą się z trudnymi emocjami: wybudzają poczucie wyobcowania, straty i zmiany. Przypominają o smutniejszych konsekwencjach podjętych decyzji.

 


14/07/2022

Antidotum samotności

Współlokator wrócił z zabiegu w szpitalu i podzielił się smutną refleksją: trzy inne osoby obecne w sali zabiegowej, mimo takiej możliwości, nie decydują się na ułatwiający życie zabieg, bo nie mają nikogo kogo mogliby poprosić o pomoc, gdy po zabiegu będą dochodzić do siebie. Nikogo kto poświęciłby im tydzień lub dwa. Nikogo przy kim mogliby być po prostu słabi, zależni, obolali. To osoby koło pięćdziesiątki, młodsi od moich rodziców. Nie oceniam tego, że nie mają rodziny, ale przyjaciół? Życzliwych sobie ludzi? Kogoś bliskiego?

Koleżanka w pracy dzieli się ze mną swoim lękiem, bo właśnie wysłuchała w radiu audycji o tym, jak bardzo młodzi ludzie czują się odizolowani i osamotnieni. To wszystko przez media społecznościowe i telefony, mówi. Ludzie nie komunikują się tak jak dawniej, nie wychodzą. Dwa lata pandemii też nie pomogły. Czy jej dzieci też będą się tak czuły gdy pójdą do liceum i na studia? Czy można jeszcze w ogóle liczyć na poczucie bliskości i przynależności, czy samotność jest nam wszystkim po prostu pisana?

I tak pomyślałam sobie, że, no kurczę. Media społecznościowe, telefony i pandemia swoją drogą, ale czy ktokolwiek uczył nas (żebyśmy teraz mogli uczyć nasze dzieci) emocjonalnej otwartości, wrażliwości i życzliwości, które potrafią zaprowadzić do prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem? Które są antidotum samotności?

 

03/02/2022

Dreamyania, nie ana

Od wielu lat – a może nawet od samego początku, bo to nigdy nie był pseudonim-eureka – rozmyślam nad inną nazwą dla tego bloga. Na tym rozmyślaniu przeminęła mi już cała dekada i jakoś żadna inne opcja do zmiany mnie nie przekonała. Ze wszystkich Ani na świecie, zawsze najbliżej mi do tej rozmarzonej – taka byłam, jestem i taką być zamierzam. Jasne, moje spojrzenie na marzenia, ich rolę w życiu i to jak osobiście do ich realizacji dążę zmieniało się wielokrotnie. Treść tych marzeń też nagminnie ewoluowała, ewoluuje i ewoluować razem ze mną już pewnie zawsze będzie. Ale same marzenia zawsze były na moim radarze.  

Od zawsze byłam też idealistką i choć nauczyłam się twardo stąpać po ziemi (śmiało nazywając się przy tym empiryczką), to ten idealizm wciąż we mnie drzemie. I ja go sobie bardzo cenię. Bo wszystko w rozsądnej ilości bywa cenne, nawet głupota. Podstawą jest równowaga.

Ale do brzegu!



05/07/2021

30 lekcji na 30 urodziny

Na 30 urodziny (które już zaraz) uzbierałam 30 lekcji z mojego życia. Nikomu to raczej oczu nie otworzy, bo do wszystkiego trzeba dojść samemu, ale może ktoś przybije piąteczkę.

 



1.   Ufaj sobie i swojej intuicji.

Która bywa dziś zahukana nadciągającymi zewsząd bodźcami i złotymi radami renesansowych znawców: każdy chce przeżyć twoje życie lepiej od ciebie, ale, niespodzianka, nie może! Walcz z presją. Bo nic nie musisz, a bardzo dużo (o wiele więcej niż myślisz) możesz.

 

14/02/2021

Miłość to nie wszystko

Nigdy nie lubiłam Walentynek. Jedyne które wspominam dobrze, to te sprzed roku, gdy mój przyjaciel, będąc równocześnie dobrym przyjacielem dla swoich współlokatorów (którzy, jako para, chcieli spędzić walentynki we dwoje), zapytał czy mógłby się zwalić do mnie na niezobowiązujący film i pizzę, jeśli oczywiście nie mam innych planów. Pytał ze szkockiej uprzejmości, bo obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że planów nie mam. Filmu koniec końców nie obejrzeliśmy: przegadaliśmy kilka godzin ciurkiem, aż zrobiła się pierwsza w nocy. Nie bardzo pamiętam o czym dokładnie rozprawialiśmy, ale następnego dnia wstałam (o 6 rano, gdy za oknem ciemno, zimno i ponuro!) w podejrzliwie dobrym humorze. Ech, powinnam się była wtedy domyślić…

Tegoroczne Walentynki zastały nas jako parę.

Co bynajmniej nie sprawiło, że awansowały w moim świątecznym rankingu: wciąż o wiele wyżej cenię sobie Tłusty Czwartek.


[pierniczki domowej roboty nadesłał nam brat z narzeczoną]

 

04/01/2021

Idiotka

Znacie podcast Okuniewskiej pt. Moje Przyjaciółki Idiotki? Koleżanka mi go kiedyś poleciła jako coś lekkiego i zabawnego do posłuchania. I ja go sobie radośnie słuchałam, podczas gdy sama w najlepsze idiotkowałam. Udając przy tym oczywiście, że moja sytuacja jest kompletnie inna. Otóż chuja, wcale nie była. I co mądrzejsi przyjaciele nawet próbowali mi to delikatnie sugerować. Co ja, rzecz jasna, skrupulatnie puszczałam mimo uszu. Ubzdurałam sobie, że to jest to i że warto czekać.

Uwaga, spojler: to nie było to i wcale nie warto było czekać.




Niby zawsze wiedziałam, że z jednostronnych relacji trzeba się czym prędzej ewakuować (pośrednio pisałam o tym tutaj, a bardziej bezpośrednio tu i tu). Ale to oczywiście o wiele łatwiej jest powiedzieć (i wiedzieć) niż zrobić, szczególnie gdy zaślepia cię zauroczenie. Wyjątkowo łatwo przychodzi wtedy pisanie usprawiedliwień i ignorowanie głosu rozsądku. Trudno z tym walczyć czy dyskutować, nawet jak się ma duże tendencje do nadinterpretacji i analiz. Jak cię zauroczenie złapie za flaki, to łatwo nie puści, trzeba swoje odchorować. I jeśli czegoś mnie ta historia z zeszłego roku nauczyła, to właśnie tego: że czasem po prostu trzeba w życiu „poidiotkować”.

25/12/2020

Czego nauczył mnie 2020

Internet tonie w memach jaki ten 2020 straszny, przerażający i jak dobrze, że wreszcie się kończy. Ludzie robią podsumowania strat i modlą się by przyszły rok był choć trochę lepszy. A ja siedzę zakopana pod kocykiem z kubkiem gorącej czekolady w ręce i zastanawiam się czy ten z piekła rodem rok nie jest przypadkiem jednym z najlepszych w moim życiu… czyżby życie znowu spłatało mi figla? Czy ja w ogóle mogę to głośno powiedzieć? Ogłosić pogrążonemu w rozpaczy światu, że jestem w 2020, mimo wszystko, szczęśliwa?



O ile 2019 świadomie zaplanowałam sobie jako rok intensywny i ekscytujący (i takim też był), tak na 2020 szczególnych nadziei i planów nie miałam – co najwyżej planowałam go jako rok spokojniejszy. Wyszło gdzieś pomiędzy. Wyjazdowo się rzecz jasna nie popisał (choć kilka fenomenalnych wycieczek i tak zaliczyłam), ale wewnętrznie zaserwował mi tyle rewolucji i zmian (na lepsze), że naprawdę ciężko byłoby go nazwać rokiem spokojnym. A jednak, spokojniejszej głowy jak teraz, to ja jeszcze nigdy w życiu nie miałam.

To nie tak, że od stycznia do grudnia była sielanka. Bynajmniej! Po prostu, w ostatecznym rozrachunku ilość szczęścia – tego prawdziwego, niewymuszonego, organicznego – i zysków, przeważyła nad wszelkimi nieszczęściami i stratami.

06/11/2020

Inwestycje i transakcje

Mój przyjaciel uważa, że jestem potwornie cyniczna, bo kiedyś mu powiedziałam, że dla mnie każda relacja to swoistego rodzaju transakcja. Zestawienie kosztów i inwestycji. Oponował ostro, ale mojego zdania nie zmienił. I wątpię czy ktokolwiek, kiedykolwiek je zmieni. Cynizm czy pesymizm, jak zawsze rozchodzi się tu o definicję i jej rozumienie.  



Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz tak pragmatycznie o relacjach (wszelakich) pomyślałam, też w pierwszym odruchu mną wstrząsnęło, szczególnie że całe życie miałam się raczej za niepoprawną romantyczkę (stąd między innymi mój nieco żenujący, blogowy pseudonim). Transakcje? Koszty? Inwestycje? Jak można tak oschle mówić o ludzkich relacjach i uczuciach!? Ale im dłużej się nad tym zastanawiałam (a uwierzcie, ja naprawdę chorobliwie wszystko analizuję), tym bardziej przyznawałam samej sobie rację. Każda relacja jest jak transakcja, tylko waluta jest tu inna niż pieniądz.

09/07/2020

29 myśli o życiu w Szkocji

Z okazji moich 29 urodzin, postanowiłam skopiować format Riennahery i zaprezentować listę moich luźnych przemyśleń związanych z życiem w Szkocji. W liczbie 29, ma się rozumieć. Co można śmiało traktować jak rozwinięcie tego tekstu. A dla planujących wycieczkę do Edynburga, polecam poczytać co Warto w Edim.

01/05/2020

2020: kwietniowa izolacja

Mój kreatywny plan na 2020 zakładał odpuszczenie sobie fotografowania (poza wyjazdami, których miało być w tym roku niedużo, a ostatecznie nie ma prawie wcale, dzięki Covid19!), na które od dłuższego czasu i tak nie mam ochoty, bo aparat stary i ciężki, a edytowanie zdjęć zajmuje mi zdecydowanie zbyt dużo cennego czasu, który wolę poświęcać na pisanie.  Umówmy się jednak: od zdjęć jestem poważnie uzależniona i w telefonie kolekcjonuję kadry na bieżąco, setkami. Kilkadziesiąt z ostatniego miesiąca postanowiłam zebrać w swoisty pamiętnik izolacji: zapraszam do zajrzenia w mój edynburski świat podczas pandemii.


Wdzięczność trenuję w życiu nie od dziś (o czym pisałam na krótko przed izolacją i o czym często wspominam na moim instagramie), ale odkąd zmuszona jestem do spędzania lwiej części czasu w domu, jeszcze bardziej wdzięczna jestem za moje okno na uśpiony świat: to w nim spędzam długie godziny, wystawiając twarz do słońca, pisząc, rozmyślając, czytając, oglądając i popijając kawę (lub herbatę).

24/04/2020

Na emigracji

Byli ludzie którzy otwarcie i gorliwie mi wyjazdu odradzali: tam wcale nie będzie lepiej, zobaczysz, to takie samo gówno jak tutaj, tylko w innym opakowaniu. Jeszcze wrócisz z płaczem. I tylko zmarnujesz najlepsze lata swojego życia. Niektórzy wciąż oczekują, że to tylko przejściowe, że wrócę, że się tym życiem na obczyźnie znudzę.
Kurwa, jak dobrze, że ja ich nigdy nie słuchałam!
Bo ta obczyzna jest teraz dla mnie po prostu domem. Moim miejscem, stworzoną od podstaw, na własnych zasadach i wyborach, bazą. Wierzcie lub nie, ale nigdzie indziej wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak czuję się tu i teraz. I to są najlepsze lata mojego życia. Na tej strasznej, groźnej obczyźnie! I to w samym środku pandemii.

15/01/2020

Seriale 2019

(obrazek pobrany stąd)
Nie wiem jak to się stało, że na przestrzeni ostatnich lat o nim tutaj nie wspomniałam, bo to zdecydowanie mój ulubiony serial. Fleabag poleciła mi koleżanka: obejrzałam jednym tchem (co nie było trudne, bo pierwszy sezon ma kilka odcinków po mniej niż pół godziny) i absolutnie, bezpowrotnie się zakochałam. To świetnie napisany, nieco ekscentryczny / dziwaczny (quirky po prostu, a ja bardzo lubię wszystko co jest nieco quirky) dramat z bardzo odpowiadającym mi humorem i wyrazistą kobiecą bohaterką – strzał w dziesiątkę, wypełnił jakąś artystyczną niszę, której istnienia nie byłam zbytnio świadoma. W zeszłym roku wyszedł drugi sezon, z okazji którego obejrzałam pierwszy ponowie i wręcz rzuciłam się na drugi, który okazał się chyba nawet lepszy niż pierwszy. Totalnie moja bajka! Dodatkowej wartości dodaje tu też fakt, że Fleabag miało swój początek na edynburskim Fringe’u (gdzie Phoebe odegrała swój monolog po raz pierwszy). Sztuka okazała się hitem, więc niedawno wybrałam się nawet (z wyżej wspomnianą koleżanką) na jej screening do kina. Phoebe Waller-Bridge to moja nowa, bezwarunkowa miłość.

11/07/2019

2019: Piątka czerwca


1. Na czerwiec czekałam niecierpliwie od listopada! I choć wtedy wydawał mi się odległy o całe lata świetlne, nawet nie wiem, kiedy te 7 miesięcy zleciało. Człowiek nie liczy czasu, gdy przyjemna codzienność pochłania go bez reszty, a mnie w tym roku wsysa po sam czubek głowy! Początkiem czerwca, z mojej Bucket Listy wreszcie wykreśliłam wizytę w Teignmouth, małej nadmorskiej miejscowości w Devon, w której Muse się zaczęło. Taka moja osobista pielgrzymka, między jednym a drugim koncertem, pełna wyciskających łzy szczęścia emocji (bo dzień wcześniej Matt przybił mi piątkę na koncercie, tak, tak, będę pamiętać ten moment do końca moich dni!) i sentymentu, bo to już przecież przeszło 10 lat, a ja kocham ich (i wszystko co z nimi powiązane) wciąż tylko bardziej i bardziej! I choć pojechałam tam tylko z jednego powodu, to wrócę dla wielu innych, bo Teignmouth jest absolutnie urocze, a Devon samo w sobie ma wiele do zaoferowania! Będzie foto-relacja.

21/06/2017

Mój magiczny Edi

Opisując moją podróż do Edynburga w 2014, przynajmniej dwukrotnie napisałam pod zdjęciami, że to „na pewno” nie była moja ostatnia wizyta w tym mieście. Słowa sobie dotrzymałam i wróciłam: w teorii na trzy miesiące, w praktyce okazuje się (póki co), że na dłużej. Gdy leciałam ostatnio na kilka dni do Polski, widząc to „moje” miasto i oddalającą się Szkocję z góry, przeszło mi przez myśl (nie po raz pierwszy zresztą), że naprawdę mogłabym nazywać to miejsce domem. Powrót wyglądał podobnie: choć lądowaliśmy już bliżej północy, niebo wciąż jeszcze ziało niesamowitymi kolorami od strony zachodu, fundując niezapomniane widoki na moją ukochaną wyspę. Może mam jakieś nienaturalne szczęście do tutejszych warunków pogodowych, ale naprawdę trudno mi przypomnieć sobie piękniejsze widokówki. Edynburg i Szkocja bez wątpienia kradną moje serce. Z dnia na dzień coraz bardziej.


Powody, dla których nie chcę się stąd na razie ruszać, mnożą się wprost proporcjonalnie do spędzonego tutaj czasu – i dziś trochę o nich.

30/11/2016

2016: kadry listopadowe

Listopad (zgodnie z planem) był przełomowy – na jakiś czas przeprowadziłam się do innego miasta. Kraju nawet. A wszystko zgodnie z obietnicą, którą złożyłam sobie w maju: że jak już do stolicy Anglii wrócę po raz czwarty, to na pewno na dłużej. No i jestem. Po prawie czterech tygodniach na obczyźnie.
 
Zakochana jeszcze bardziej. Tak, mam dla was skandalicznie dużo kadrów. Ale bardziej zminimalizować ich liczby już nie potrafię. Miłość nie zna granic.

04/11/2016

Blessing in disguise

Wszyscy wiemy co to strach, prawda? Bać się – ludzka rzecz. Ja boję się bardzo i to częściej niż mogłoby się wam wydawać. Bałam się, gdy szłam do nowej klasy (za każdym razem). Bałam się, gdy zdawałam maturę. Bałam się, gdy, po raz pierwszy sama, jechałam do Londynu. Bałam się swojej pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej (i w sumie słusznie). Bałam się, mojej pierwszej rozmowy po angielsku przez skype. A potem przez telefon. Bałam się, gdy musiałam zakończyć dwie ważne w moim życiu relacje. Bałam się, że nie znajdę pracy. I dziś wciąż się boję. Że od tego deszczu, pędu i samotności dostanę albo kompletnego pierdolca albo ciężkiej depresji. Boję się rozczarowania: ludźmi, miejscem, sobą. Boję się stagnacji. Boję się, że nikt nigdy… a co ja wam będę owijać w bawełnę: ciągle, bez przerwy się boję!
Ale pomimo tego strachu kupiłam bilet, spakowałam plecak i wsiadłam w samolot.

04/03/2016

Posłuchaj

Nie, przestań. Nie rób tego.
I nie, nie dziw się tak. I nie uśmiechaj się pobłażliwie. Tak, wiem, że to się kłóci, ale kto się nigdy z samym sobą nie kłócił? Mogę być naiwną marzycielką, ale nie w tej kwestii.
Bo wiesz, oni też dużo sobie obiecali.
Najpierw ona jemu, że po drugim piwie da mu swój numer.
Potem on jej, że na pewno zadzwoni.
Potem znowu ona jemu, że nie ucieknie po północy do domu.
A potem to już poszli po całości, obiecując sobie miłość, wierność i że się nie opuszczą aż do śmierci. I że ich dziecko nigdy nie będzie się nazywać Maria, Marian albo Kunegunda. Zresztą Sebastian, Radosław i Anna też nie.

02/10/2015

Ulubione filmy

Pisałam już tutaj o moich ulubionych filmowych romanso-bajkach, do których mogłabym wracać bez końca, o filmowych rozczarowaniach i tytułach obejrzanych w 2014, które uważam za warte polecenia. Najwyższy więc czas na uzupełnienie listy moich ulubionych tytułów: czyli takich, do których, mimo upływu lat, wciąż mam ochotę wracać.  

14/08/2015

2015: Woodstock

Rok temu, opisując naszą (moją i Wojciecha) wizytę w Balado, napisałam, że za rok biorę namiot i jadę na Woodstock, żeby wreszcie w pełni doświadczyć festiwalowego szaleństwa. I choć nie bardzo miałam z kim ten namiot dzielić, ostatecznie i tak go od rodziny pożyczyłam, napisałam do kuzyna, podpięłam się do jego ekipy, spakowałam plecak i pojechałam.
I, kurwa, nie żałuję.
Bo ja bez mrugnięcia okiem, z miejsca kupuję cały ten festiwalowy motyw: miłość, przyjaźń, muzyka (czy w wersji angielskiej “love, peace, music”, gdzie przyjaźń z jakiegoś powodu ewoluuje na pokój). Bo to naprawdę jest najpiękniejszy festiwal na świecie.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)