Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość to nie wszystko, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania miłość to nie wszystko, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

14/02/2021

Miłość to nie wszystko

Nigdy nie lubiłam Walentynek. Jedyne które wspominam dobrze, to te sprzed roku, gdy mój przyjaciel, będąc równocześnie dobrym przyjacielem dla swoich współlokatorów (którzy, jako para, chcieli spędzić walentynki we dwoje), zapytał czy mógłby się zwalić do mnie na niezobowiązujący film i pizzę, jeśli oczywiście nie mam innych planów. Pytał ze szkockiej uprzejmości, bo obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że planów nie mam. Filmu koniec końców nie obejrzeliśmy: przegadaliśmy kilka godzin ciurkiem, aż zrobiła się pierwsza w nocy. Nie bardzo pamiętam o czym dokładnie rozprawialiśmy, ale następnego dnia wstałam (o 6 rano, gdy za oknem ciemno, zimno i ponuro!) w podejrzliwie dobrym humorze. Ech, powinnam się była wtedy domyślić…

Tegoroczne Walentynki zastały nas jako parę.

Co bynajmniej nie sprawiło, że awansowały w moim świątecznym rankingu: wciąż o wiele wyżej cenię sobie Tłusty Czwartek.


[pierniczki domowej roboty nadesłał nam brat z narzeczoną]

 

05/07/2021

30 lekcji na 30 urodziny

Na 30 urodziny (które już zaraz) uzbierałam 30 lekcji z mojego życia. Nikomu to raczej oczu nie otworzy, bo do wszystkiego trzeba dojść samemu, ale może ktoś przybije piąteczkę.

 



1.   Ufaj sobie i swojej intuicji.

Która bywa dziś zahukana nadciągającymi zewsząd bodźcami i złotymi radami renesansowych znawców: każdy chce przeżyć twoje życie lepiej od ciebie, ale, niespodzianka, nie może! Walcz z presją. Bo nic nie musisz, a bardzo dużo (o wiele więcej niż myślisz) możesz.

 

06/11/2020

Inwestycje i transakcje

Mój przyjaciel uważa, że jestem potwornie cyniczna, bo kiedyś mu powiedziałam, że dla mnie każda relacja to swoistego rodzaju transakcja. Zestawienie kosztów i inwestycji. Oponował ostro, ale mojego zdania nie zmienił. I wątpię czy ktokolwiek, kiedykolwiek je zmieni. Cynizm czy pesymizm, jak zawsze rozchodzi się tu o definicję i jej rozumienie.  



Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz tak pragmatycznie o relacjach (wszelakich) pomyślałam, też w pierwszym odruchu mną wstrząsnęło, szczególnie że całe życie miałam się raczej za niepoprawną romantyczkę (stąd między innymi mój nieco żenujący, blogowy pseudonim). Transakcje? Koszty? Inwestycje? Jak można tak oschle mówić o ludzkich relacjach i uczuciach!? Ale im dłużej się nad tym zastanawiałam (a uwierzcie, ja naprawdę chorobliwie wszystko analizuję), tym bardziej przyznawałam samej sobie rację. Każda relacja jest jak transakcja, tylko waluta jest tu inna niż pieniądz.

04/01/2024

Idiotka 2.0

Od mojego pierwszego idiotkowego tekstu minęły równe trzy lata. Jak to zwykle w życiu bywa, wydawało mi się wtedy (tzn. pisząc ten pierwszy tekst), że pozjadałam wszystkie rozumy i znalazłam w końcu ten osławiony złoty środek. Że to już jest to, eureka totalna, że po takiej lekcji to teraz już naprawdę tylko z górki. Bo przecież już WIEM i ROZUMIEM.

No kurwa, przecież to jest absolutna kwintesencja idiotkowania!


14/07/2022

Antidotum samotności

Współlokator wrócił z zabiegu w szpitalu i podzielił się smutną refleksją: trzy inne osoby obecne w sali zabiegowej, mimo takiej możliwości, nie decydują się na ułatwiający życie zabieg, bo nie mają nikogo kogo mogliby poprosić o pomoc, gdy po zabiegu będą dochodzić do siebie. Nikogo kto poświęciłby im tydzień lub dwa. Nikogo przy kim mogliby być po prostu słabi, zależni, obolali. To osoby koło pięćdziesiątki, młodsi od moich rodziców. Nie oceniam tego, że nie mają rodziny, ale przyjaciół? Życzliwych sobie ludzi? Kogoś bliskiego?

Koleżanka w pracy dzieli się ze mną swoim lękiem, bo właśnie wysłuchała w radiu audycji o tym, jak bardzo młodzi ludzie czują się odizolowani i osamotnieni. To wszystko przez media społecznościowe i telefony, mówi. Ludzie nie komunikują się tak jak dawniej, nie wychodzą. Dwa lata pandemii też nie pomogły. Czy jej dzieci też będą się tak czuły gdy pójdą do liceum i na studia? Czy można jeszcze w ogóle liczyć na poczucie bliskości i przynależności, czy samotność jest nam wszystkim po prostu pisana?

I tak pomyślałam sobie, że, no kurczę. Media społecznościowe, telefony i pandemia swoją drogą, ale czy ktokolwiek uczył nas (żebyśmy teraz mogli uczyć nasze dzieci) emocjonalnej otwartości, wrażliwości i życzliwości, które potrafią zaprowadzić do prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem? Które są antidotum samotności?

 

24/04/2020

Na emigracji

Byli ludzie którzy otwarcie i gorliwie mi wyjazdu odradzali: tam wcale nie będzie lepiej, zobaczysz, to takie samo gówno jak tutaj, tylko w innym opakowaniu. Jeszcze wrócisz z płaczem. I tylko zmarnujesz najlepsze lata swojego życia. Niektórzy wciąż oczekują, że to tylko przejściowe, że wrócę, że się tym życiem na obczyźnie znudzę.
Kurwa, jak dobrze, że ja ich nigdy nie słuchałam!
Bo ta obczyzna jest teraz dla mnie po prostu domem. Moim miejscem, stworzoną od podstaw, na własnych zasadach i wyborach, bazą. Wierzcie lub nie, ale nigdzie indziej wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak czuję się tu i teraz. I to są najlepsze lata mojego życia. Na tej strasznej, groźnej obczyźnie! I to w samym środku pandemii.

04/01/2021

Idiotka

Znacie podcast Okuniewskiej pt. Moje Przyjaciółki Idiotki? Koleżanka mi go kiedyś poleciła jako coś lekkiego i zabawnego do posłuchania. I ja go sobie radośnie słuchałam, podczas gdy sama w najlepsze idiotkowałam. Udając przy tym oczywiście, że moja sytuacja jest kompletnie inna. Otóż chuja, wcale nie była. I co mądrzejsi przyjaciele nawet próbowali mi to delikatnie sugerować. Co ja, rzecz jasna, skrupulatnie puszczałam mimo uszu. Ubzdurałam sobie, że to jest to i że warto czekać.

Uwaga, spojler: to nie było to i wcale nie warto było czekać.




Niby zawsze wiedziałam, że z jednostronnych relacji trzeba się czym prędzej ewakuować (pośrednio pisałam o tym tutaj, a bardziej bezpośrednio tu i tu). Ale to oczywiście o wiele łatwiej jest powiedzieć (i wiedzieć) niż zrobić, szczególnie gdy zaślepia cię zauroczenie. Wyjątkowo łatwo przychodzi wtedy pisanie usprawiedliwień i ignorowanie głosu rozsądku. Trudno z tym walczyć czy dyskutować, nawet jak się ma duże tendencje do nadinterpretacji i analiz. Jak cię zauroczenie złapie za flaki, to łatwo nie puści, trzeba swoje odchorować. I jeśli czegoś mnie ta historia z zeszłego roku nauczyła, to właśnie tego: że czasem po prostu trzeba w życiu „poidiotkować”.

04/03/2016

Posłuchaj

Nie, przestań. Nie rób tego.
I nie, nie dziw się tak. I nie uśmiechaj się pobłażliwie. Tak, wiem, że to się kłóci, ale kto się nigdy z samym sobą nie kłócił? Mogę być naiwną marzycielką, ale nie w tej kwestii.
Bo wiesz, oni też dużo sobie obiecali.
Najpierw ona jemu, że po drugim piwie da mu swój numer.
Potem on jej, że na pewno zadzwoni.
Potem znowu ona jemu, że nie ucieknie po północy do domu.
A potem to już poszli po całości, obiecując sobie miłość, wierność i że się nie opuszczą aż do śmierci. I że ich dziecko nigdy nie będzie się nazywać Maria, Marian albo Kunegunda. Zresztą Sebastian, Radosław i Anna też nie.

21/06/2017

Mój magiczny Edi

Opisując moją podróż do Edynburga w 2014, przynajmniej dwukrotnie napisałam pod zdjęciami, że to „na pewno” nie była moja ostatnia wizyta w tym mieście. Słowa sobie dotrzymałam i wróciłam: w teorii na trzy miesiące, w praktyce okazuje się (póki co), że na dłużej. Gdy leciałam ostatnio na kilka dni do Polski, widząc to „moje” miasto i oddalającą się Szkocję z góry, przeszło mi przez myśl (nie po raz pierwszy zresztą), że naprawdę mogłabym nazywać to miejsce domem. Powrót wyglądał podobnie: choć lądowaliśmy już bliżej północy, niebo wciąż jeszcze ziało niesamowitymi kolorami od strony zachodu, fundując niezapomniane widoki na moją ukochaną wyspę. Może mam jakieś nienaturalne szczęście do tutejszych warunków pogodowych, ale naprawdę trudno mi przypomnieć sobie piękniejsze widokówki. Edynburg i Szkocja bez wątpienia kradną moje serce. Z dnia na dzień coraz bardziej.


Powody, dla których nie chcę się stąd na razie ruszać, mnożą się wprost proporcjonalnie do spędzonego tutaj czasu – i dziś trochę o nich.

15/09/2011

Głupota

Dużo jest głupców, którzy wierzą w miłość.

Osobiście w nią nie wierzę. To przereklamowane uczucie. Znajomi mówią, że jestem dziwny. Zimny. Nieczuły. Niewrażliwy. Ale ja zawsze traktowałem ponętne dziewczyny bardziej jak swojego rodzaju hobby, niż esencję ziemskiego życia. Wmawiali mi, że niejednej w ten sposób złamałem serce i zrujnowałem młodzieńcze marzenia. Ale czy można złamać komuś serce, jeśli nie wierzy się w uczucia? Cóż, moim zdaniem nie można, dlatego twierdzę, że mojego sumienia nic nie splamiło. Ale że nie jestem okrutny i jednak żyję w świecie ludzi-głupców, ślepo wierzących w wielkie uczucia, postanowiłem uświadamiać każdą napaloną dziewczynę, że nie wierzę w coś takiego jak miłość, małżeństwo czy uczucie do usranej śmierci i jeden dzień dłużej. Niektóre to odstraszało, ale znaczną większość to wręcz przyciągało. Było kilka naiwnych, które wierzyły, że ich „wielkie uczucie” mnie zmieni. Że rozbudzą we mnie „prawdziwą miłość”. Może było w tym trochę mojej winy, bo zdarzyło się kilka razy, że z jakąś dziewczyną spotykałem się dłużej niż z innymi. Po prostu dobrze się czułem w jej towarzystwie i póki wszystko miałem pod kontrolą, nie widziałem sensu w zrywaniu kontaktów. Problem był tylko jeden, wciąż ten sam: one widziały to inaczej i prędzej czy później dochodziły do idiotycznego wniosku, że są wyjątkowe i właśnie mnie odmieniają. Niestety, gdy tylko próbowały nawiązać temat miłości lub małżeństwa – musiałem się ich bezpretensjonalnie, czasem wręcz brutalnie, pozbywać.

04/11/2016

Blessing in disguise

Wszyscy wiemy co to strach, prawda? Bać się – ludzka rzecz. Ja boję się bardzo i to częściej niż mogłoby się wam wydawać. Bałam się, gdy szłam do nowej klasy (za każdym razem). Bałam się, gdy zdawałam maturę. Bałam się, gdy, po raz pierwszy sama, jechałam do Londynu. Bałam się swojej pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej (i w sumie słusznie). Bałam się, mojej pierwszej rozmowy po angielsku przez skype. A potem przez telefon. Bałam się, gdy musiałam zakończyć dwie ważne w moim życiu relacje. Bałam się, że nie znajdę pracy. I dziś wciąż się boję. Że od tego deszczu, pędu i samotności dostanę albo kompletnego pierdolca albo ciężkiej depresji. Boję się rozczarowania: ludźmi, miejscem, sobą. Boję się stagnacji. Boję się, że nikt nigdy… a co ja wam będę owijać w bawełnę: ciągle, bez przerwy się boję!
Ale pomimo tego strachu kupiłam bilet, spakowałam plecak i wsiadłam w samolot.

25/10/2022

Ciemne strony emigracji

Przy okazji mojej ostatniej (emocjonalnie mocno obciążającej) wizyty w Polsce, dużo myślałam o emigracji, w szczególności o jej mniej radosnych stronach. Emigracja to z pewnością niełatwa sprawa, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku znacznie poprawia jakość twojego życia. Możesz znaleźć swoje miejsce na ziemi, zbudować nowy dom poza domem, nawet czuć się częścią lokalnej wspólnoty, ale to wcale magicznie nie sprawi, że emigracja przestanie być trudna. Bo trudność to jej naturalna składowa. Powroty do domu czy wizyty rodziny zawsze łączą się z trudnymi emocjami: wybudzają poczucie wyobcowania, straty i zmiany. Przypominają o smutniejszych konsekwencjach podjętych decyzji.

 


25/12/2020

Czego nauczył mnie 2020

Internet tonie w memach jaki ten 2020 straszny, przerażający i jak dobrze, że wreszcie się kończy. Ludzie robią podsumowania strat i modlą się by przyszły rok był choć trochę lepszy. A ja siedzę zakopana pod kocykiem z kubkiem gorącej czekolady w ręce i zastanawiam się czy ten z piekła rodem rok nie jest przypadkiem jednym z najlepszych w moim życiu… czyżby życie znowu spłatało mi figla? Czy ja w ogóle mogę to głośno powiedzieć? Ogłosić pogrążonemu w rozpaczy światu, że jestem w 2020, mimo wszystko, szczęśliwa?



O ile 2019 świadomie zaplanowałam sobie jako rok intensywny i ekscytujący (i takim też był), tak na 2020 szczególnych nadziei i planów nie miałam – co najwyżej planowałam go jako rok spokojniejszy. Wyszło gdzieś pomiędzy. Wyjazdowo się rzecz jasna nie popisał (choć kilka fenomenalnych wycieczek i tak zaliczyłam), ale wewnętrznie zaserwował mi tyle rewolucji i zmian (na lepsze), że naprawdę ciężko byłoby go nazwać rokiem spokojnym. A jednak, spokojniejszej głowy jak teraz, to ja jeszcze nigdy w życiu nie miałam.

To nie tak, że od stycznia do grudnia była sielanka. Bynajmniej! Po prostu, w ostatecznym rozrachunku ilość szczęścia – tego prawdziwego, niewymuszonego, organicznego – i zysków, przeważyła nad wszelkimi nieszczęściami i stratami.

09/07/2020

29 myśli o życiu w Szkocji

Z okazji moich 29 urodzin, postanowiłam skopiować format Riennahery i zaprezentować listę moich luźnych przemyśleń związanych z życiem w Szkocji. W liczbie 29, ma się rozumieć. Co można śmiało traktować jak rozwinięcie tego tekstu. A dla planujących wycieczkę do Edynburga, polecam poczytać co Warto w Edim.

27/04/2013

27 Tarnowska Nagroda Filmowa

Pisałam (i mówiłam) to już nie raz, ale powtórzę tak czy siak: denerwują mnie ludzie, którzy twierdzą, że polskie kino jest nudne i niewarte poświęcenia cennego czasu. Bo o ile telewizji polskiej mam do zarzucenia wiele i z reguły jestem raczej filmowym i serialowym anglofilem, to kino polskie ostatnich lat lubię bardzo. A nauczyłam się je lubić właśnie dzięki Tarnowskiej Nagrodzie Filmowej.
Gdyby nie TNF, dziś pewnie ciągle skąpiłabym pieniędzy na polskie projekcje filmowe, jak ognia unikając premier. Siedziałabym po drugiej stronie barykady, kręciła nosem na polskie tytuły, zawzięcie twierdząc, że wolę produkcje anglojęzyczne (co w sumie nie mija się dziś z prawdą, bo, z oczywistych względów, produkcje anglojęzyczne, szczególnie brytyjskie, darze wyjątkowym uczuciem). Szczęśliwie się jednak złożyło, że moja mama zaszczepiła we mnie miłość do kina i zostałam świadomym fanem polskiej kinematografii ostatnich lat.


W tym roku projekcji konkursowych było 18, z czego jedną ominęłam, a trzy z nich widziałam wcześniej. Widziałam też jedną projekcję specjalną. Nie będę komentowała wszystkiego, co widziałam. Skupię się na konkursowych tytułach, które osobiście uważam za warte polecenia. W trzech kategoriach.

19/08/2013

Muse at Emirates

LONDON zdjęcia: part I, part II, part III, partIV
WSTĘP DO TEMATU: tutaj.

Wiecie jak to jest z marzeniami: z początku zawsze wyglądają niewinne, ale z czasem przybierają na sile do tego stopnia, że zaczynają dusić. Do koncertu odliczałam dni od 22 listopada. Łatwo z tego wywnioskować, że moja ekscytacja miała wystarczająco dużo czasu by urosnąć do niebotycznych rozmiarów. Już szczególnie, że moje koncertowe marzenie zeszło się z drugim, o znacznie dłuższym stażu: miałam w końcu zobaczyć Londyn. I to całkiem sama. W efekcie, przed koncertem tak naćpałam się Brytyjskim powietrzem, że w stronę stadionu zmierzałam kompletnie otumaniona emocjami – i to bynajmniej nie koncertowymi. Drugi dzień unosiłam się nad chodnikami i nie wyobrażałam sobie, żeby życie mogło być piękniejsze. Nie bardzo do mnie docierało, że oto nadszedł finał mojego wyczekiwania i odliczania, że to już, teraz, zaraz. Obawiałam się trochę, że z nadmiaru szczęścia i emocji rozpadnę się na drobne kawałki. Lub samoistnie wybuchnę.

14/08/2015

2015: Woodstock

Rok temu, opisując naszą (moją i Wojciecha) wizytę w Balado, napisałam, że za rok biorę namiot i jadę na Woodstock, żeby wreszcie w pełni doświadczyć festiwalowego szaleństwa. I choć nie bardzo miałam z kim ten namiot dzielić, ostatecznie i tak go od rodziny pożyczyłam, napisałam do kuzyna, podpięłam się do jego ekipy, spakowałam plecak i pojechałam.
I, kurwa, nie żałuję.
Bo ja bez mrugnięcia okiem, z miejsca kupuję cały ten festiwalowy motyw: miłość, przyjaźń, muzyka (czy w wersji angielskiej “love, peace, music”, gdzie przyjaźń z jakiegoś powodu ewoluuje na pokój). Bo to naprawdę jest najpiękniejszy festiwal na świecie.

23/01/2012

NIE dla ACTA!

W mediach huczy, Internet wręcz pogrążony w grupowej histerii, która przeradza się w Internetowe powstanie. Coś się dzieje. A z racji, że sama jestem zapaloną internautką i owy problem dotyka mnie bezpośrednio, postanowiłam zabrać, może mało znaczący, ale jednak głos. Rozchodzi się oczywiście o podpisanie ustawy ACTA.
Oczywiście, o samej ustawie, tak naprawdę, niewiele wiadomo: z założenia miała walczyć z piractwem i chronić prawa do własności intelektualnej, ale że jej treść jest niejasna i niedopracowana, to zdaje się walczyć z wolnością słowa i wywraca całą koncepcję Internetu do góry nogami. Nie wiadomo ile w tym całym zamieszaniu jest prawy, a ile histerii, ale tak, czy siak, problem zrobił się realny.

29/11/2012

Muse in Poland

Kama mnie trochę wyprzedziła w kwestii relacji, dlatego część poniższego posta jest powtórką z rozrywki. Na żadne recenzje kusić się nie będę, z tej oczywistej przyczyny, że jako psycho-fanka nie potrafię na nich spojrzeć obiektywnie – tak więc po recenzje odsyłam w Google, do lepszych i gorszych fachowców, a po moje odczucia TUTAJ.
A poniżej krótka relacja z trzech najpiękniejszych dni w moim życiu ;)

Łódź od Tarnowa dzieli spora odległość, ale w doborowym towarzystwie kilkugodzinna podróż PKP była wyłącznie przyjemnością: nasz przedział był przedziałem bardzo radosnym i w Łodzi Kaliskiej wysiedliśmy w doborowych humorach ;)


25/11/2012

I've lived my dream

Nie ogarniam niczego.
Wszystko mnie dzisiaj zaczęło boleć, nie mogę się śmiać, nie mogę dotykać żeber, przez telefon z nikim nie umiem się porozumieć, a twarzą w twarz mogę jedynie szeptać. Ale to mnie tak cholernie cieszy! Bo to dowód, że nie śniłam. To działo się naprawdę.
To wielkie marzenie przemienione we wspomnienie nie do zdarcia. Kolejny punkt w moim 21 letnim życiu, do którego powrót samymi myślami będzie wywoływał uśmiech na twarzy i łzy szczęścia w oczach. Punkt, w którym naprawdę czułam, że żyję, całą sobą, pełną piersią, jakby świat miał się zaraz skończyć. Kolejny dzień, w którym świat po prostu nie mógł być ani odrobinę piękniejszy. Kolejne wspomnienie, które będzie dodawać siły, wiary i energii za każdym razem, gdy poczuję, że mi jej brakuje.

GRAFIKA

Wszystkie zdjęcia widniejące na blogu (łącznie z nagłówkiem) są mojego autorstwa :)